Sinister Street - Trust

Artur Chachlowski,
ImageTen holenderski zespół działa nieprzerwanie już od ponad 15 lat, aczkolwiek w swoim dorobku miał do niedawna zaledwie jedną płytę pt. „The Eve Of Innocence” z 1992r. Był to typowy album neoprogresywny, który długimi momentami brzmiał dość efektownie, niemniej niezbyt ciekawe warunki głosowe wokalisty Olafa Blaauwa skutecznie rujnowały ogólne dobre wrażenie. Jakież było moje zdziwienie, gdy niedawno trafiła mi w ręce nowa płyta tej grupy. Muzycznie jest jeszcze lepiej niż przed laty, a wokal... prezentuje się wręcz fenomenalnie. Najwidoczniej Olaf przepracował minione 10 lat w niezwykle intensywny i owocny sposób. Szkoda tylko, że w książeczce nie zamieszczono słów poszczególnych utworów, bo byłoby łatwiej zrozumieć o czym (o kim) opowiadają teksty. Na program płyty składa się 10 nagrań,  a większość z nich śmiało można porównać do współczesnych propozycji zespołów Marillion, Jadis, czy Everon.  Ciekawe, dojrzałe i przemyślane jest brzmienie zespołu. Inteligentne jest podejście zespołu do swoich propozycji; nie ma tu mowy o bezdusznym kopiowaniu, czy bezmyślnych zapożyczeniach. Nie kryję, że lubię tę płytę i to bardzo, szczególnie jej najbardziej epickie fragmenty. „Song For A Day”, „Through The Looking Glass”, czy „Two In One” to utwory, których słucha się z prawdziwą radością. No i jako bonus jest tu jeszcze „przyjazna dla radia”, skrócona wersja tego ostatniego nagrania. Brzmi wręcz magicznie... Zawsze fascynowały mnie dłuższe formy artystycznej wypowiedzi, ale w przypadku tego radiowego editu zaczynam mieć wątpliwości, czy bardziej wolę wersję 10-, czy 5-minutową....
MLWZ album na 15-lecie