Camel

Skeem - Skeem

Artur Chachlowski,
ImageZastanawiam się ile jest jeszcze takich nie odkrytych, nie znanych szerokiej publiczności zespołów, które potrafią grać tak wspaniale i wydają tak świetne albumy. Przyznaję, jestem oczarowany debiutancką płytą francuskiej grupy Skeem. Jest w tym wydawnictwie coś, co nie pozwala ani na chwilę o nim zapomnieć, coś, co powoduje, że zawsze chętnie się do niego powraca. Z pozoru nie ma w tej muzyce nic odkrywczego, niby wydaje się, że Skeem to zaledwie kolejny członek neoprogresywnej rodziny, ale magia, czar i urok muzycznych propozycji zespołu powodują, że nie sposób przejść nad nim ot tak, do porządku dziennego. Czym zatem Skeem tak mocno fascynuje? Przede wszystkim prześlicznymi melodiami. Każdy z 8 utworów wypełniających tę płytę na długo zapada w pamięci. Czym jeszcze? Fenomenalnymi solówkami. W szczególności długie syntezatorowe sola w wykonaniu Berny Barbaro oraz soczyste i barwne gitarowe dźwięki, dobywające się ze strun gitary Serge’a Barbaro budzą najwyższe uznanie. To właśnie Serge jest głównym kompozytorem, liderem i najważniejszą postacią w  zespole. Jest również wokalistą. A śpiewać to on potrafi. I to jak! Niektóre harmonie wokalne przypominają mi stare przeboje grypy Styx, ale stylistycznie formacji Skeem najbliżej jest do Marillion, Jadis i IQ. Na koniec kilka słów o moich ulubionych utworach: „The Last Word”, „Live Fast” i „What A Night”. „Chodzą” za mną bez przerwy, nieustannie wręcz nucę ich refreny. Warto bliżej poznać tę muzykę. Zapewniam, że warto zadać sobie odrobinę trudu, by dotrzeć do tego albumu. Bo to dobra, bardzo dobra płyta!
MLWZ album na 15-lecie