Gungfly - Lamentations

Artur Chachlowski,

ImageGungfly to pseudonim artystyczny Rikarda Sjöbloma, którego znamy z pracy w grupie Beardfish (najnowszy album tego zespołu, „Mammoth”, recenzowaliśmy niedawno na naszych łamach). Jak się okazuje, kreatywność tego grającego na instrumentach klawiszowych, gitarach i basie, a także śpiewającego artysty wybiega zdecydowanie poza działalność w macierzystym zespole.

Pod szyldem Gungfly, Sjöblom zrealizował właśnie swój drugi album (pierwszy, „Please Be Quiet”, ukazał się w 2009 roku). Na płycie „Lamentations” mamy do czynienia z trwającą blisko godzinę dawką rzetelnego i bardzo dobrze zagranego rocka. Sjöblomowi towarzyszą na niej bracia Rasmus (bg) i Peter (dr) Diamantowie tworzący solidnie brzmiącą sekcję rytmiczną. W jednym utworze – „The Game” – słychać trąbkę, na której gra Maja Svedén. I nagranie to zdecydowanie różni się od reszty, gdyż właśnie dzięki trąbce nabiera ni to meksykańskiego, ni to westernowego klimatu. Reszta materiału stanowiącego program płyty „Lamentations” to zestaw 10 utworów o mocnym zabarwieniu indie rockowym, z wyraźnymi wpływami brzmień lat 70. Gungfly gra mniej progresywnie niż jego macierzysta formacja. W muzyce jego side-projectu splatają się szeroko zakrojone i różnorodne wpływy rozciągające się od Foo Fighters, poprzez Them Crooked Vultures, Jethro Tull, aż po Opeth, a nawet King Crimson. Jednak jako całość, materiał – choć jako się rzekło dość zróżnicowany stylistycznie – prezentuje się bardzo spójnie i przekonywująco,

Całość zaczyna się od razu ostro, prężnie i energetycznie. Rockowy utwór „Bringing Down The Walls” momentalnie definiuje stylistyczny obszar, po którym będziemy się poruszać przez najbliższą godzinę. Gitara chwilami brzmi, jakby grał na niej Steve Howe. W „White Light” Gungfly jeszcze bardziej podkręca tempo, odzywają się echa Foo Fighters, a w „Lamentations” – za sprawą ciekawej gitary przypomina się klimat nagrania „From The Beginning” tria Emerson Lake And Palmer.

„Peace At Mind” to pierwsza rewelacja na płycie. To właśnie tu pojawiają się pierwsze progresywne smaczki. Jest ich jeszcze więcej w najbardziej rozbudowanej, blisko 10-minutowej kompozycji „We Will Never Leave”. Ale zanim do niej dotrzemy mamy tu wspomnianą już rzecz z zupełnie innej bajki – „The Game” – oraz serię kolejnych wyrazistych rockowych utworów: „Sleight Of Hand”, „In This House” i „And She Drives Me…”. Album zamyka kingcrimsonowsko brzmiąca ballada (tak z okolic „Discipline”) zatytułowana „Shape Of Days To Come”. Palce lizać!

„Lamentations” nie jest tak trudnym w odbiorze albumem, jak płyty grupy Beardfish, na których pełno muzycznych zawiłości i pokomplikowanych formalnie utworów. Nie jest to też aż tak „progresywna” płyta, przynajmniej w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, jak chociażby tegoroczny „Mammoth” formacji Beardfish. Ci, którzy liczą na pastelowe pasaże i przyprawiające o szybsze bicie serca solówki, mogą sceptycznie podchodzić do tej muzyki. Ale generalnie, album „Lamentations” nie zawodzi.

Płytę uzupełnia bonusowy krążek DVD zatytułowany „Gungfly In Concert”, który zawiera zapis koncertu zespołu Rikarda Sjöbloma w szwedzkim Gävle z 13 listopada 2009 roku. W trakcie koncertu Gungfly wykonywał materiał z pierwszej płyty, więc jest to niepowtarzalna okazja do zapoznania się z wcześniejszym repertuarem tej formacji. Rikard prowadzi konferansjerkę po szwedzku, ale na szczęście na ekranie towarzyszą jej angielskie subtitles. Jako bonus na dysku DVD znalazł się jeszcze dość ciekawie zrealizowany w kolorach sepii teledysk do utworu „On And On” w reżyserii Tomasa Snellmana.

W sumie „Lamentations” to taki zgrabny przegląd starszej (na DVD) i nowszej (w wersji audio) twórczości Gungfly’a. Pewnie nie każdemu prog rockowemu słuchaczowi przypadnie ona do gustu, ale po kilku przesłuchaniach odnosi się wrażenie, że muzyka tego zespołu potrafi na trwale zagościć w pamięci. Dlatego myślę, że warto uważnie zapoznać się z tym albumem.

http://www.progressrec.com

MLWZ album na 15-lecie
On Air