D Project

Mostly Autumn - That Night In Leamington

Artur Chachlowski,

ImagePo wieloletniej współpracy (warto pamiętać, że pierwsza płyta Mostly Autumn ukazała się w 1998 roku) drogi Heather Findlay i Bryana Josha rozeszły się. Na szczęscie stało się to w cywilizowany i kulturalny sposób. Na początku ubiegłego roku Heather postanowiła poświęcić się karierze solowej, a przyjaciele z zespołu zagrali z nią pożegnalny koncert, który okazał się prawdziwym benefisem dokonań wokalistki. Był też zwieńczeniem pewnej ery w historii tej formacji, w trakcie której Mostly Autumn z prowincjonalnego, grającego w pubach rodzimego Yorku zespołu stał się czołową prog rockową grupą zapełniającą wielotysięczne sale koncertowe.

Pożegnalny występ Heather Findlay miał miejsce 2 kwietnia 2010 roku w sali The Assembly w angielskim uzdrowisku Leamington. Tego dnia, gwiazda wieczoru wystąpiła z towarzyszeniem Bryana Josha, Iaina Jenningsa, Andy Smitha, Liama Davisona, Gavina Griffithsa oraz dwóch śpiewających w chórkach pań: Anne-Marie Helder i Olivii Sparnenn, która - jak wiadomo – niedługo potem objęła w Mostly Autumn schedę po odchodzącej wokalistce (pod koniec ubiegłego roku ukazał się album „Go Well Diamond Heart”, na którym Olivia godnie zastąpiła Heather).

Zapis tego wyjątkowego koncertu ukazał się niedawno na pięknie wydanym podwójnym albumie zatytułowanym „That Night In Leamington”. Wypełniają go dwie godziny świetnej muzyki będącej przeglądem najważniejszych dokonań grupy Mostly Autumn z 13 pierwszych lat jej działalności, a zarazem będącej wielkim muzycznym świętem, w trakcie którego licznie zgromadzeni widzowie po raz ostatni mieli okazję zobaczyć wspólnie występujących ze sobą na scenie swoich ulubieńców. Była to też zapewne ostatnia okazja dla samych muzyków, by zagrać zestaw swoich niezapomnianych utworów wraz z Heather.

Koncert był wyjątkowy, dlatego też niniejszy album jest wyjątkowy pod każdym względem. Zespół grał jak z nut, Heather znajdowała się tego wieczoru w szczytowej formie, a ze sceny pofrunęły dźwięki najwspanialszych klasyków z dorobku Mostly Autumn: „Fading Colours”, „Shrinking Violet”, „The Spirit Of Autumn Past”, „Mother Nature”, „Passengers”, zagrane na bis „Heroes Never Die” i „Evergreen”, a także wiele, wiele innych znakomitych nagrań. Na koniec głos zabrała główna bohaterka wieczoru, która w kilku wzruszających słowach podziękowała przyjaciołom za wieloletnią współpracę, a licznie zgromadzonej publiczności i wszystkim fanom za wspierane jej kariery. A potem pewnie, bo tego też już nie ma na płycie, łzom i życzeniom dalszych sukcesów nie było końca.

Niniejszy album to wielkie pożegnanie wspaniałej wokalistki. Prawdziwy hołd złożony przez przyjaciół z zespołu oraz wierną publiczność. Przez te 13 lat Heather zarobiła dużo dobrego dla Mostly Autumn. Nic dziwnego, że członkowie zespołu w sposób najbardziej godny z możliwych, bo grając dla niej w magicznie piękny sposób, podziękowali jej za współpracę.

Oj, chciałoby się być tego wieczoru w Leamington. Aż łezka wzruszenia kręci się w oku. I druga dlatego, że polskim fanom nigdy nie dane było zobaczyć na żywo Mostly Autumn z Heather Findlay. I wszystko wskazuje na to, że pewnie już nigdy ich wspólnie nie zobaczymy.

Żeby nie zakończyć tej recenzji w minorowym nastroju, powiem coś optymistycznego. Dzisiaj, rok po tym koncertowym pożegnaniu Heather, wiemy już, że zarówno „osierocony” przez nią zespół (bardzo dobra ubiegłoroczna płyta „Go Well Diamond Heart”), jak i sama nasza urocza bohaterka (udana EP-ka „The Phoenix Suite”) doskonale dają sobie radę bez siebie.

Trzymamy kciuki za powodzenie ich kolejnych przedsięwzięć.

MLWZ album na 15-lecie