Retrospective - Re:Search

Paweł Świrek, Retrospective - Re:Search

Prawie pięć lat – tyle trzeba było czekać na kolejny album pochodzącej z Leszna grupy Retrospective. Namiastkę tego wydawnictwa można było usłyszeć na koncertach w 2016 roku (w Toruniu i w Łodzi). Czy warto było aż tyle czekać? To zależy. W moim odczuciu album „Re:Search” nie wnosi nic przełomowego do twórczości zespołu. Można się śmiało dopatrzeć wielu podobieństw do poprzedniego wydawnictwa. Utwory są utrzymane w bardzo podobnym stylu, płytę kończy, podobnie jak „Lost In Perception”, długa i rozbudowana kompozycja, podobnie jak na „Lost In Perception” zespół pozwolił wykazać się za mikrofonem swemu (jak to kiedyś określili na koncercie w krakowskim Zaścianku) „rodzynkowi” (Beacie Łagodzie) i to aż w kilku kompozycjach.

Rozpoczynający płytę utwór „Rest Another Time” porusza powszechnie znany temat tzw. „wyścigu szczurów”. Nie bez powodu akronim tego utworu, jak i pozycja na setliście koncertu w Toruniu, oznaczana była jako „RAT”. W warstwie dźwiękowej mamy charakterystyczne dla zespołu intensywne brzmienia gitarowe z dodatkiem nieco chropowatego wokalu. Już w środku drugiego z utworów, „Right Way”, można usłyszeć śpiew Beaty, w pewnym momencie nawet w dwugłosie z Kubą Roszakiem. Z każdą chwilą tego utworu napięcie rośnie, ale na koniec otrzymujemy trochę cichych dźwięków. Potem mamy dość porywczy, singlowy „The End Of Their World” – można żałować tylko, że zabrakło znanego z toruńskiego koncertu zaśpiewanego na początku acapella „She’s the end of their world”, ale całość broni się całkiem dobrze, a nawet bardzo mocno nawiązuje do najlepszych kompozycji z poprzedniego wydawnictwa. Jest to też jeden z ciekawszych fragmentów na nowej płycie. Potem jest już nieco spokojniej w początkowych fragmentach „Roller Coaster” – również zdominowanym, choć tylko na początku, przez wokale Beaty. W środkowej części utworu jest momentami nieco intensywniej, ale potem znowu mamy trochę spokojniejsze klimaty. Najpierw „Heaven Is Here”. W tym utworze poza pojedynczymi linijkami śpiewanymi przez Beatę (jako przerywnik w wokalach Kuby) mamy przepiękne solo gitarowe. Delikatna solówka klawiszy rozpoczyna kolejny spokojny utwór – „Look In The Mirror”. Następnie już jest intensywniej w typowej dla zespołu konwencji, czyli w „Last Breath”. Słyszymy tu ostrzejsze i zarazem chwytliwe brzmienie gitar współgrające z wokalem Kuby. Ten utwór, jak i kolejny (znów nieco spokojniejszy) „Standby”, również można było usłyszeć w Toruniu. Podobnie jak poprzednie wydawnictwo, najdłuższa kompozycja zamyka album. Tym razem jest to „The Wisest Man On Earth”. Rozpoczyna się ona dość dziwnymi technicznymi dźwiękami budowanymi przez gitary i klawisze. Całość wieńczy finezyjnie zagrane solo gitarowe i mocno podniosły nastrój. Ta z początku może i dziwna kompozycja stanowi jeden z mocniejszych punktów programu płyty, o ile w ogóle nie jest najlepszym utworem na tym wydawnictwie.

Szybka analiza tekstów pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia z pewną koncepcją całości, chociaż zamieszczone na płycie utwory wydają się być zupełnie luźnymi kompozycjami. Ale da się zauważyć pewien wiodący temat: od wyścigu szczurów do pełni szczęścia. Z drugiej strony wygląda to na coś w rodzaju kontynuacji tematu ze „Stolen Thoughts”, a teksty na poszczególnych stronach książeczki wpasowane są w figury geometryczne stanowiące coś w rodzaju jakiejś sekwencji czy układanki. Chociaż stylistycznie płyta nie wnosi wiele nowego do całego dorobku zespołu (właściwie można uznać, że pozostaje ona nieco w cieniu „Lost In Perception), to jednak trzeba podkreślić, że mamy do czynienia z całkiem udanym wydawnictwem. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to już na poprzednim albumie zespół odnalazł swą muzyczną ścieżkę, którą nadal podąża na „Re:Search”. Czas pokaże, czy obrana na poprzednim wydawnictwie droga jest tą właściwą, czy też nie.

MLWZ album na 15-lecie