Jordsjø - Nattfiolen

Artur Chachlowski, Jordsjø - Nattfiolen

Wrzuciłem do Google translatora tytuł najnowszej płyty norweskiej grupy Jordsjø i wyskoczył: ‘podkolan biały’. Ki czort? - pomyślałem i ponownie zatrudniłem Wujka Google’a, który wytłumaczył mi, że podkolan biały to gatunek byliny należący do rodziny storczykowatych (Orchidaceae). Występuje w Europie (z wyjątkiem rejonu Morza Śródziemnego i Kotliny Panońskiej), Azji i północnej Afryce. W Polsce na całym obszarze, choć w ostatnich latach coraz rzadziej spotykany. A w Norwegii? Objawi się on 24 maja, bo na ten właśnie dzień wytwórnia Karisma Records przewiduje premierę nowej, tak właśnie zatytułowanej („Nattfiolen”) płyty Jordsjø.

Jordsjø to zespół kierowany przez multiinstrumentalistę Håkona Oftunga (ex-Tusmørke), który zagrał praktycznie na wszystkich instrumentach (za wyjątkiem perkusji; gra na niej Kristian Frøland). Swoją nową płytę nagrał i zmiksował we własnym studiu, a o finalny miks i mastering poprosił Jacoba Holm-Lupo (White Willow, The Opium Cartel). Ta ostatnia informacja jednoznacznie sugeruje po jakich stylistycznych rejonach będziemy się poruszać. W rzeczy samej, ten drugi pełnowymiarowy, choć właściwie trzeci już album grupy Jordsjø (tych którzy chcieliby sami to rozstrzygnąć zapraszam do lektury małoleksykonowych recenzji poprzednich wydawnictw zespołu: „Jord” oraz „Jordsjø””) zawiera niezwykle marzycielskie, romantyczne i pełne ciepłego brzmienia utwory, które w sposób ewidentny kojarzą się ze skandynawskim nurtem progresywnego rocka w stylu retro, a więc graniem bardzo obficie wypełnionym akustycznymi gitarami, fletami, analogowymi syntezatorami i organami Hammonda.

Na trwającym 40 minut albumie znajdujemy siedem utworów idealnie wpisujących się w ramy oldscholowego prog rocka. Po króciutkiej uwerturze słyszymy pierwszy kamień milowy tej płyty – przeurocze nagranie zatytułowane „Stifinner”. Palce lizać. Naprawdę można się zachwycić. Niewiele gorsza jest kolejna kompozycja – „Solens Sirkulære Sang”. Zaraz po niej następuje krótkie instrumentalne interludium w postaci zagranego na akustycznej gitarze „Septemberbål”. Prostota wykonania tego tematu oraz minimalizm zastosowanych środków pozornie burzy klimat tej wypełnionej dojrzałym i bogatym brzmieniem płyty, ale po kilkudziesięciu sekundach, w następującym zaraz utworze „Mine Templer II” szybciutko wracamy do Hammondowo-fletowych vintage’owych klimatów. Potem mamy jeszcze jeden wyróżniający się fragment płyty w postaci dziewięciominutowego nagrania zatytułowanego „Til Våren”, by wreszcie osiągnąć finał w postaci instrumentalnej, ale kto wie czy nie najlepszej w tym zestawie kompozycji, „Ulvenatt”. Panuje w niej mroczny, tajemniczy, lecz niezwykle wciągający klimat przepełniony wspaniałą melodyką zbudowaną na delikatnym hammondowskim tle oraz przewodniej linii melodycznej zagranej na gitarze. Przy takim graniu czuje się powiew wiosny, afirmację życia, radość z tego, co nas otacza. Przy takiej muzyce chce się żyć, oddychać pełną piersią i z pozytywnym nastawieniem patrzeć daleko przed siebie. No i nie muszę chyba nikogo przekonywać, że po takim zakończeniu nic tylko chce się włączyć tę płytę od początku.

Warte podkreślenia jest to, że Jordsjø wykonuje swe utwory w swoim ojczystym języku, co zdecydowanie przysparza tej płycie swoistej magii i tajemniczości oraz dodaje specjalnych walorów całej muzyce zamieszczonej na tym krążku.

Polecam z całego serca. Jeżeli lubicie muzykę grup Änglagård, Black Magic, Wobbler i Sinkadus, to „Nattfiolen” jest albumem właśnie dla Was.

MLWZ album na 15-lecie