D Project

King Of Agogik - After The Last Stroke

Artur Chachlowski, King Of Agogik - After The Last Stroke

Karierę niemieckiego multiinstrumentalisty Hansa Jörga Schmitza (gra on na gitarze, basie i klawiszach, choć trzeba pamiętać, że jego głównym instrumentem jest perkusja), który wydaje swoje kolejne płyty pod szyldem King Of Agogik, śledzimy od samego początku. Na naszych łamach można znaleźć omówienie jego wszystkich sześć płyt – począwszy od wydanego w 2006 roku albumu „Membranophonic Experience” po płytę „Morning Star” (2017). Niedawno ukazało się nowe wydawnictwo – „After The Last Stroke”. A na nim muzyka – jak zawsze w przypadku Schmitza: stylowa, instrumentalna, z wieloma akcentami eksperymentalnego rocka i jak to w przypadku tego instrumenalisty bywa – intrygująca od początku do samego końca. Wykonana brawurowo. I niezachowawczo. Ale też brzmiąca dość znajomo i w sumie raczej niezaskakująco. Szczególnie dla tych, którzy znają wcześniejsze produkcje King Of Agogik.

Tytułowe „Ostatnie uderzenie” można byłoby rozwinąć jako ‘ostatnie uderzenie serca’, gdyż album w mniej lub bardziej zawoalowany sposób opowiada o śmierci. Odpowiednia do tego tematu, bardzo wymowna okładka i gruba, pełna niezbędnych informacji, książeczka utrzymane są w mrocznych kolorach. Można z nich dowiedzieć się, że wszystkie utwory poświęcone są ważnym dla Schmitza osobom, które odeszły w ostatnim czasie. Nasz bohater postanowił dedykować swoje kompozycje takim postaciom, jak klawiszowiec Barclay James Harvest, Woolly Wolstenholme („Patterns On The Water”), legendarny muzyk Frank Zappa („Back In The Second Life”), szwajcarski perkusista jazzowy Fabian Kuratli („Gannef”), parapsycholog Giuseppe Callegaris („Plug In – Plagues Out”), ale także rodzicom („Watching The Moon”), holenderskiemu hippisowi Keesowi Hoekartowi, który w latach 70. wsławił się walką o legalizację marihuany („The White Raven”), dziennikarzowi muzycznemu Thomasowi Kohlrussowi („Carbon Soot”) czy zmarłym w ostatnich latach muzykom pamiętanym jako legendy sceny progresywno-rockowej (zamykająca płytę trzynastominutowa kompozycja „Retromatic Lullaby” pełna przetransponowanych nawiązań, a w ostatnich trzech minutach wręcz cytatów z twórczości tria ELP oraz grup King Crimson, Yes i The Beatles, dedykowana jest pamięci Keitha Emersona, Johna Wettona i Chrisa Squire’a).

Wszystko to podane jest na „After The Last Stoke” jako wizjonerska, instrumentalna mieszanka neprogu, retroprogu, muzyki etno, fusion i jazz rocka, skoncentrowana na wszechobecnych i finezyjnie zagranych partiach perkusyjnych. Tu i ówdzie pojawiają się ludzkie głosy, ale nie prowadzą one linii wokalnych, a pełnią raczej rolę dodatkowych instrumentów. Podobnie jak bogate partie syntezatorów i gitar. Wszystko to powoduje, że poszczególne utwory wyglądają na dość skomplikowane i brzmią bardzo eklektycznie. Lecz słucha się ich naprawdę nieźle.

Hans Jörg Schmitz, choć wszędzie pełno go na nowej płycie, nie nagrał tego albumu sam. I jak przystało na prawdziwego Króla, w nagraniach towarzyszył mu cały orszak bardzo kompetentnych muzyków, w tym m.in. syn Philipp wykonujący wspaniałą fortepianową partię w mocno nasączonym orientem utworze „Gannef”.

MLWZ album na 15-lecie