Electrond - EP!

Artur Chachlowski, Electrond  - EP!

Electrond to solowy projekt perkusisty norweskiej grupy Panzerpappa (ubiegłoroczny album tego zespołu ”Summarisk Suite” zrecenzowaliśmy tutaj), Tronda Gjelluma. Trond, który równolegle występuje także w zespole Suburban Savages, jest autorem muzyki, gra i programuje instrumenty, pisze teksty i je śpiewa oraz miksuje muzykę. W epoce, w której występy na żywo z muzyką elektroniczną sprowadzają sie do muzyków pochylonych nad ekranem laptopa lub syntezatora modułowego, Electrond jest zjawiskiem zupełnie innym. Trond Gjellum zakłada ciemne okulary, ubiera się - zgodnie z obowiązującymi obecnie trendami - w ochronny kombinezon i gra muzykę na różnych syntezatorach i beatboxach, jednocześnie wykorzystując wiele efektów teatralnych i tanecznych. Oczywście robił to dopóki nie obowiązywały jeszcze lokalne przepisy o kwarantannie, lecz z tego co wiem swoim scenicznym wizerunkiem podbił serca wielu fanów.

Zesztą nie tyko wizerunkiem. Electrond przedstwia muzykę wpisującą się w gatunek electro-progu. Oprócz oczywistego upodbania do rocka progresywnego, Trond ma też wyraźne inklinacje do chwytliwej muzyki elektronicznej. Od dawna chciał stworzyć własną platformę do prezentownia muzycznych pomysłów. Nie mógł znaleźć na to miejsca w swoich regularnych zespołach, więc uznał, że aby stworzyć kreatywny rynek dla swoich kompozycji, nalepiej będzie powołać do życia solowy projekt.

I tak się też stało. Trond jednoosobowo, jako Electrond, debiutuje EP-ką zatytułowaną po prostu ”EP!”. Pomieścił na niej pięć, trwających łącznie niespełna pół godziny, utworów. Jednym z nich jest kompozycja Jacka Bruce’a z żelaznego repertuaru Cream pt. ”We’re Going Wrong”, której elektroniczna wersja jest naprawdę przepyszna. Beatowa sygnatura 6/8 oraz przepuszczony przez vocoder głos nadają temu utworowi wyrazisty wydźwięk i czynią zeń prawdziwą wisienkę na muzycznym torcie w postaci niniejszej EP-ki (kompozycja ta umieszczona jest na samym końcu jej programu). Ale zanim do niej dojdziemy, to już w otwierającym całość, przewidzianym na promocyjnego singla, nagraniu ”Speedy Gonzales Rides Again” dostajemy dobry obraz tego, czego możemy spodziewać się po reszcie kompozycji.

Na pytanie: w jaki sposób najprecyzyjniej schrakteryzowć tę muzykę, najchętniej posłużyłbym się cytatem zaczerpiętym z jednej z recenzji. Znalazłem w niej takie określenie: „Gdyby Devo i King Crimson z lat 80. mieli razem dziecko, to brzmiałoby to jak Electrond”. Ze swojej strony dodałbym jeszcze, że osobiście więcej w tej muzyce słyszę Devo niż King Crimson i że podczas słuchania produkcji projektu Electrond, choć to niekoniecznie mój ulubiony cup of tea, naprawdę bawiłem się dobrze, co po chwilę wyłapując rozmaite muzyczne skojarzenia, które najczęściej kręciły się w moich uszach w postaci wyraźnie słyszalnych wpływów Devo, Kraftwerk i Franka Zappy.

Nic dodać, nic ująć... A najlepiej posłuchać samemu, do czego gorąco zachęcam, na przykład za pośrednictwem platformy Bandcamp: https://electrond.bandcamp.com/releases

MLWZ album na 15-lecie