Shaman Elephant - Wide Awake But Still Asleep

Artur Chachlowski, Shaman Elephant - Wide Awake But Still Asleep

Dziś coś dla fanów twórczości Motorpsycho, Seven Impale, The Mahavishnu Orchestra, Steely Dan, a nawet starego dobrego Hendrixa…

Kiedy pod koniec 2016 roku ukazał się debiutancki album grupy Shaman Elephant pt. „Crystals” fani progresywnego dostrzegli w niej formację, która w posiada mistrzowską umiejętność łączenia w sobie psychodelii przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku z rockiem progresywnym utrzymanym w stylu retro. Mało tego, swoimi scenicznymi występami Shaman Elephant zaskarbił sobie sympatię fanów w swojej ojczyźnie. Teraz przychodzi czas, by wyjść ze swoimi produkcjami poza rodzimą Norwegię.

Renomowana wytwórnia płytowa Karisma Records na 29. dzień maja zapowiada premierę nowego albumu naszych dzisiejszych bohaterów. „Wide Awake But Still Asleep” to album, który pokazuje, jak bardzo Shaman Elephant w ciągu ostatnich trzech lat dojrzał muzycznie, kompozycyjnie i wykonawczo, nie tracąc przy tym żadnego ze swoich walorów, którymi podbił serca fanów swoim pierwszym krążkiem. 

Oczekiwania związane z nową płytą są ogromne. Jak mówią członkowi zespołu: „Dzięki temu albumowi czujemy, że dowiedzieliśmy się, kim chcemy być jako zespół. Podczas gdy pierwszy album krążył stylistycznie we wszystkich możliwych kierunkach, ten wydaje się bardziej zwarty i dojrzały. „Wide Awake But Still Asleep” to nasza próba takiego pokierowania melodiami, by upodobnić je do zwiewnego ruchu fruwających motyli, a nasze riffy kłują jak żądła zabójczych pszczół”.

Te zoologiczne porównania mają swoje uzasadnienie. Wszak muzyka zespołu, który nazywa się, nomen omen, Shaman Elephant jest wyrazista, emocjonująca, wręcz zwierzęca, bo ociekająca zdrową, żywiołową energią. Na „Wide Awake But Still Asleep” znajdujemy siedem kompozycji. Wszystko rozpoczyna się od nagrania tytułowego, które w sposób jednoznaczny wytycza ścieżkę, po której przez następne 40 minut będzie prowadzić nas ten norweski zespół. Najpierw mamy długą, ponad pięciominutową sekcję instrumentalną, by pod koniec pojawił się stawiający odpowiednie akcenty wokal w wykonaniu mocno zdzierającego tu swoje gardło (grającego też na gitarach) Eirika Sejersteda Vognostølena. Zaraz po nim następuje instrumentalna kompozycja: „H.M.S: Death, Rattle And Roll” – pełna niepokojącego transowego rytmu (świetnie pracuje tu mocarna sekcja rytmiczna: Jard Hole – perkusja – Ole-Andreas Sǣbø Jansen) i licznych rozedrganych, zagranych z prędkością karabinu maszynowego, dźwięków. Najbardziej chyba piosenkowe nagranie „Steely Dan” to nie tylko hołd złożony muzykom tej legendarnej formacji, ale naprawdę solidny kawał muzyki z bardzo przyjemną partią wokalną. Z kolei zagrany na akustyczną nutę utwór „Ease Of Mind” unosi się w zachwycającym, melodyjnym i lekko jazzującym klimacie podkreślonym delikatną partią melotronu. Powrót do psychodelicznego nastroju następuje za sprawą nagrania „Magnets”. Im dłużej go słucham, tym coraz bardziej zdecydowanie wysuwa się ono na czoło moich ulubionych nagrań na tym krążku. Zaraz po nim pojawia się główna kompozycja na tej płycie – prawie 12-minutowy utwór „Traveler”, w którym Shaman Elephant ma sporo przestrzeni do zademonstrowania tego, w czym czuje się najpewniej: wielopłaszczyznowości przenikających się tematów, długich sekwencji instrumentalnych, brzmień zanurzonych w głębokiej psychodelii i stoner rocku. To wszystko powoduje, że mamy tu do czynienia z solidnym oldschoolowym progresywnym kawałkiem muzyki z naprawdę umiejętnie wplecionym weń brzmieniem melotronu, organów i jazzowego fortepianu w wykonaniu Jonasa Særstena. A na sam koniec mamy jeszcze „Strange Illusions” – utwór chyba najbardziej ze wszystkich poukładany, klasyczny, kończący ten album w bardzo dostojnym nastroju. Słychać w nim wyraźnie naleciałości wczesnego Led Zeppelin…

Płytę wyprodukował Iver Sandøy (perkusista Enslaved) w Solslottet Studio. I gdy uważnie wsłuchać się w nową muzykę Shaman Elephant to wyraźnie czuć jego mistrzowską rękę.

Shaman Elephant to zespół jednoznacznie zorientowany na vintage’owe brzmienia, a muzyka na jego nowej płycie powstała w wyniku fascynacji brzmieniami z przełomu lat 60. i 70. nabrała szczególnego charakteru, mocno nasączonego psychodelicznym rockiem, pełnego stonerrockowych akcentów i z porozrzucanymi to tu, to tam nutkami jazzu (szczególnie w dziale rytmiki). Podsumowując, mamy do czynienia z wysokiej jakości produkcją, która powinna spodobać się zarówno fanom rocka psychodelicznego w stylu vintage, jak i ciężkiego rocka progresywnego sprzed mniej więcej 50 lat...

Na koniec jeszcze jedno kluczowe słowo: Bergen. Tak, zespół Shaman Elephant pochodzi z miasta Bergen. Kropka.

MLWZ album na 15-lecie