Bowness, Tim & Chilvers, Peter - Modern Ruins

Tomasz Dudkowski, Bowness, Tim & Chilvers, Peter - Modern Ruins

Tim Bowness dość regularnie serwuje nam nowe wydawnictwa ze swoim udziałem. W ubiegłym roku wydał piękny solowy album „Flowers At The Scene” oraz powrócił wraz ze swoim przyjacielem Stevenem Wilsonem po jedenastu latach przerwy pod szyldem no-man z (moim zdaniem nieco mniej udaną) płytą „Love You To Bits”. Na przełomie 2019/2020 „nadzorował” ukazanie się „kompilacji” grupy Moonshot „Worlds Of Yesterday”, a w kwietniu światło dzienne ujrzał drugi album nagrany wspólnie z Peterem Chilversem. Ten wszechstronny muzyk jest stałym współpracownikiem Bownessa. Grał z nim w Samuel Smiles, Henry Fool czy Slow Electric, a także wspomagał go na solowych płytach. Jest także współzałożycielem wraz z Bownessem i Peterem Morganem wytwórni płytowej oraz sklepu muzycznego Burning Shed.

Album „Modern Ruins” ukazuje się 18(!) lat po debiutanckiej płycie duetu „California, Norfolk”. Co prawda był gotowy już w roku 2017, ale musiał spokojnie czekać na swoją kolej w kalendarzu wydawniczym Tima. Nieco ponad 40 minut zostało podzielone pomiędzy 8 utworów. W większości opartych na brzmieniu fortepianu i subtelnej elektroniki. Czasami dochodzi do tego delikatny podkład zaprogramowanej perkusji. Brak tu wirtuozerskich popisów czy skomplikowanych podziałów rytmicznych. Jest za to niesamowity klimat - nostalgiczny, eteryczny. Oczywiście dużą rolę odgrywa tu głos Tima i jego sposób śpiewania - łagodny, melancholijny. Utwory spokojnie przechodzą z jednego w drugi pozwalając dźwiękom snuć się, a słuchaczowi odpłynąć na niespełna trzy kwadranse. Całość została napisana wspólnie przez obu panów i przez nich wykonana i wyprodukowana. Na płycie pojawia się jeden gość, ale za to jaki - w utworze "Blog Remember You" partię gitary wykonuje Peter Hammill. Jest on również odpowiedzialny na miks albumu. Masteringiem zajął się Giancarlo Erra z Nosound (a także z grupy Memories Of Machines, którą tworzy wraz z Bownessem).

Oprócz wspomnianego powyżej utworu wyróżniłbym jeszcze otwierający płytę "Sleeping Face" z cykaniem świerszczy, nieco żywszy "The Boy From Yesterday", czy delikatnie pulsujący "Cowboys In Leather" lub też ambientowy "Slow Life To Fade" oraz zamykający album, oniryczny "Ghost In The City".

Jeśli ktoś zna i lubi poprzednie dokonanie duetu, to słuchając „Modern Ruins” na pewno się nie zawiedzie. Bowness ma dar budowania melancholijnej atmosfery, w którą idealnie wpasowuje się ze swoim delikatnym głosem i charakterystycznym sposobem śpiewania. Chilvers z kolei potrafi przy prostych środkach wyrazu stworzyć niebanalny podkład wspaniale współgrający z wokalem Tima oraz jego tekstami o przemijaniu, starości, samotności czy utraconej miłości. Taki miks pozwolił na stworzenie płyty dla wielbicieli niespiesznych, pełnych zadumy dźwięków, które pozwalają na ucieczkę przed ogarniętym przez chaos światem zewnętrznym.

Płyta wydana jest w formie mini winyla w grubym kartoniku z płytą schowaną w białej kopercie. Okładkę zdobi grafika autorstwa Chilversa sugestywnie nawiązująca do tytułu albumu.

Wszystko na to wskazuje, że nie będzie to ostatni krążek z nazwiskiem Bowness, jaki ukaże się w tym roku. Na sierpień bowiem szykowana jest premiera jego szóstej solowej płyty roboczo zatytułowanej „Late Night Laments”.

MLWZ album na 15-lecie