Ryszard Kramarski Project, The - Kay & Gerda

Tomasz Dudkowski, Ryszard Kramarski Project, The - Kay & Gerda

Ryszard Kramarski nie próżnuje… Oprócz nagrywania płyt z Millenium od trzech lat regularnie publikuje też albumy pod szyldem tRKproject (wcześniej The Ryszard Kramarski Project). Właśnie światło dzienne ujrzało jego czwarte już wydawnictwo. Za wyjątkiem krążka „Sounds From The Past”, na którym odświeżył utwory swojego pierwszego zespołu – Framauro, pozostałe są interpretacjami klasyki literatury. Po „Małym Księciu” („Music Inspired By The Little Prince””) i „Opowieści wigilijnej” („Mr Scrooge”) krakowski muzyk, kompozytor, producent i wydawca w jednym wziął na warsztat „Królową Śniegu” napisaną przez Hansa Christiana Andersena.

"A fairytale in seven stories…" - tymi słowami zaczyna się ten album, a konkretnie otwierający go utwór "The Shards of Glass". Siedem opowieści podobnie jak w literackim pierwowzorze tworzy koncept opowiadający historię przyjaźni dwojga dzieci, która została poddana wielkiej próbie przez odłamki szkła ze zwierciadła diabła. Dzięki niesamowitej wytrwałości Gerdy udaje się uratować Kaja i przyjaźń między nimi. Jak to bywa z baśniami ich przesłanie jest uniwersalne - bo przecież te okruchy szkła, a właściwie skutki dostania się ich do oka i serca chłopca mogą symbolizować pogoń za karierą, bogactwem powodującą odrzucenie wyższych uczuć i oddalenie się od bliskich niegdyś osób. Z drugiej strony pokazuje nam, że nie można poddawać się gdy nam na czymś/na kimś zależy i jeśli będziemy wytrwali, to możemy liczyć, że uda nam się osiągnąć wymarzony cel. Taka luźna interpretacja mającej już ponad 170 lat historii.

Jak wspomniałem płyta jest konceptem. Poszczególne utwory są ze sobą połączone i najlepiej słuchać ich w jednym ciągu. Zaczyna się od "The Shards Of Glass" z delikatnym wstępem przechodzącym w ciekawą orkiestrację, by potem zachwycić brzmieniem filmowych klawiszy i wspaniałych solówek na gitarze. Pewien niepokój budzą diabelskie głosy w kilku ostatnich sekundach pieśni. "Gerda's Song", która następuje po niej, to niby tradycyjna ballada, ale to co się dzieje w końcówce (wyśmienita partia gitary Marcina Kruczka na tle świetnie pracującej sekcji rytmicznej) sprawia, że ręce same rwą się do oklasków. W "Garden of Oblivion" słychać echa millenijnego "Reincarnations". "The Crow And The Castle" to najkrótszy, instrumentalny utwór ze wspaniałą wokalizą (inną dla każdego krążka) i ponownie zagranym motywem z pierwszej ścieżki. "Little Robber Girl" to najbardziej dynamiczny kawałek z bardziej zadziorną grą Marcina Kruczka, choć bardzo ciekawe są też wyciszone fragmenty (w środku i na koniec) z partią gitary akustycznej i kosmicznymi klawiszami. "Long Way North" to cudowna ballada (choć zaczyna się mocno rockowo) z kolejnym wyśmienitym popisem gitarzysty (naprawdę sporo jest ich na tym wydawnictwie). I wreszcie zamykający "Snow Queen's Palace", w którym powraca melodia z "The Shards Of Glass", a klawisze Kramarskiego robią filmowe tło – kolejny mocny punkt płyty. Całość spinają klamrą ostatnie dwa wersy tekstu, które podobnie jak pierwsze słowa na płycie zaśpiewane są na tę samą melodię przy akompaniamencie pianina. Nie po raz pierwszy Kramarski udowodnił, że wie jak pisać albumy koncepcyjne.

Od strony muzycznej krążki mają dwóch bohaterów: Ryszarda Kramarskiego z jego licznymi pasażami na czarno-białych klawiszach, z charakterystycznymi kosmiczno-filmowymi partiami syntezatorów czy też symfonicznym patosem oraz sporą ilością gitary akustycznej, a także Marcina Kruczka z mnóstwem przepięknych solówek na sześciu strunach. O bardzo ciekawy podkład rytmiczny zadbali niezawodni Krzysztof Wyrwa na basie oraz Grzegorz Fieber na perkusji. Jest to zatem ten sam skład, który nagrał płytę „Mr Scrooge”.

Najważniejszym wyróżnikiem wydawnictwa są jednak jego dwie wersje. Pierwsza jest zaśpiewana przez znaną ze wcześniejszych albumów Projektu (a także z kilku programów typu talent show) Karolinę Leszko, która posiada przepiękny głos i potrafi go fenomenalnie używać. Jednak w nagraniach słychać, że na co dzień obraca się bardziej w stylistyce pop, soul czy r'n'b. Tym razem jej partie są nieco bardziej stonowane. Mniej jest zbytecznych ozdobników, które lekko psuły odbiór poprzedniej płyty. Tu jednak wszystko brzmi tak jak powinno, a popis umiejętności Karolina dała m.in. w „The Crow And The Castle” z pierwszego dysku racząc nas wspaniałą wokalizą.

Tych, którzy utyskiwali na ten popowy pierwiastek na albumach tRKp na pewno ucieszy pojawienie się w składzie znanego z grupy Fizbers młodego wokalisty (a także basisty w macierzystej formacji) Dawida Lewandowskiego. Posiada on całkiem przyjemną barwę głosu, nieco przypominającą śpiew Johna Wettona w połączeniu z Rogerem Watersem i choć większość jego partii jest delikatna, jakby jeszcze nieco nieśmiała, to i tak ta odsłona albumu „Kay & Gerda” jest zdecydowanie bardziej rockowa. Już w pierwszym utworze śpiewając frazę „It's a devil's game” przenosi nas w zupełnie nowe dla zespołu, bardziej ostre, rejony. Co ważne, jego głos na tyle różni się od wokalu Łukasza Gałęziowskiego z Millenium, że nie ma wątpliwości, którego z muzycznych dzieci Ryszarda Kramarskiego właśnie słuchamy. To dość istotna sprawa w kontekście potencjalnej (mam taką wielką nadzieję) dalszej jego współpracy z Dawidem.

Obie płyty zatytułowane odpowiednio „Disc 1: Gerda – vocal Karolina Leszko”, „Disc 2: Kay – vocal Dawid Lewandowski” brzmią wyśmienicie i doprawdy trudno którąś z nich bardziej wyróżnić. Na pewno na korzyść Lewandowskiego przemawia efekt nowości i bardziej pasujący do stylu muzyki głos. Niemniej nie sposób nie docenić wyśmienitego kunsztu Leszko i jej interpretacji. Wszak „Królowa Śniegu” skupia się głównie na postaci Gerdy i jej zmaganiach mających na celu odzyskanie Kaya. Po cichu marzy mi się usłyszeć jak oboje śpiewają w duecie.

Warto wspomnieć o jeszcze o jednej osobie, którą słyszymy na obu krążkach – jest to tajemnicza kobieta o imieniu Gaia, której głos w postaci kilkusekundowych sampli Autor wspaniale poskładał w taki sposób, że w kilku miejscach otrzymaliśmy cudowne wokalizy o lekko orientalnej barwie.

Całość dopełnia niezwykle staranne wydanie. Na okładce widzimy oko, w którym możemy dostrzec postać Królowej Śniegu i z którego płyną, a właściwie spadają lodowe łzy. Zarówno oko, jak i łzy (oraz tytuł płyty) są uwypuklone przez folię uv. Na rewersie widzimy to samo oko, ale już bez łez, za to z odbiciem światła gwiazdy. Oba obrazy zdobią nadruki na dyskach (odpowiednio drugim i pierwszym). Wewnątrz digipacka znajdziemy zdjęcia muzyków (autorstwa lidera), a pod trayami zamieszczono obrazy zimy (lodowe morze) i wiosny (kwitnący kwiat). Bardzo subtelna, a jednocześnie wyśmienita szata graficzna to dzieło Magdy i Macieja Stachowiaków. Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się wersji winylowej, na której będzie ona mogła świecić pełnym blaskiem.

Ryszard Kramarski w tRKproject w większym stopniu niż w macierzystym zespole daje upust swemu upodobaniu do symfonicznych i filmowych brzmień, ale tak nieco przy okazji stworzył najbardziej progrockowy album sygnowany tą nazwą, który obok „Music Inspired By The Little Prince” stanowi najciekawszą pozycję w systematycznie poszerzającej się dyskografii jego projektu.

MLWZ album na 15-lecie