Ciuraj, Wojciech - Dwa żywioły

Tomasz Dudkowski, Ciuraj, Wojciech - Dwa żywioły

19 sierpnia ukazuje się nowy album Wojciecha Ciuraja. Data to nieprzypadkowa, albowiem tego dnia będziemy czcić pamięć walczących w II Powstaniu Śląskim w setną rocznicę jego wybuchu. Po ubiegłorocznych „Iskrach w Popiele” (traktujących o I Powstaniu) otrzymujemy środkową część tryptyku o burzliwej historii Górnego Śląska po zakończeniu I wojny światowej.

Pozwolę sobie w telegraficznym skrócie przybliżyć odbiorcom płyty wydarzenia, które stały się inspiracją do ukazania się tego wydawnictwa. 17 sierpnia 1919 roku, na wieść o rzekomym zdobyciu przez Rosjan Warszawy bojówki niemieckie zaatakowały siedzibę powiatowego inspektora Międzysojuszniczej Komisji – pułkownika Blancharda. Wojska francuskie stacjonujące w Katowicach musiały użyć broni przeciwko napastnikom zabijając kilku z nich. W odwecie doszło do linczu na znanym lekarzu Andrzeju Mielęckim (którego zwłoki wrzucono do przepływającej przez stolicę Górnego Śląska Rawy). Był to akt terroru, który przyspieszył akcję zbrojną Polaków. Ta zaczęła się dwa dni później. W przeciwieństwie do I Powstania tym razem działania polskich oddziałów były dobrze zorganizowane i szybko udawało się opanować okolice większych miast, nie wchodząc jednak do nich (by nie prowokować międzynarodowych sił tam stacjonujących). 24 sierpnia niemiecka policja Sicherheitspolizei („SiPo") na rozkaz sojuszniczych sił plebiscytowych została rozwiązana, co stanowiło główny postulat Powstańców i dzień później zakończono działania.

Bardziej obszerny opis kontekstu historycznego będzie można przeczytać w książeczce dołączonej do kompaktu.

Przejdźmy zatem do muzycznej zawartością srebrnego krążka. Cechą charakterystyczną solowych dokonań Wojtka jest duża swoboda w łączeniu różnych stylów muzycznych. „Dwa Żywioły" to najbardziej eklektyczne dzieło ze wszystkich dotychczasowych płyt, w których maczał palce pochodzący z Wodzisławia Śląskiego muzyk. Mamy tu elementy bluesa, jazzu, a nawet... rapu. Wszystko to podlane progrockowym sosem. Do nagrań zaprosił muzyków znanych z „Ballad bez Romansów" i „Iskier w Popiele" – za partie klawiszowe odpowiada Dawid Makosz, wspaniałą grą na basie czaruje Klaudia Wachtarczyk, a o prawidłowy rytm dba grając na perkusji Dawid Klimuszko. Solowymi partiami gitary raczy nas znany z debiutu (i płyty „Momentum" Walfadu) Daniel Arendarski, który także zrealizował ten album. Tym razem zabrakło w składzie gitarzysty Jana Mitoraja, czy też występujących gościnnie na poprzedniej płycie Józefa Skrzeka czy Mariana Dziędziela. Są za to inni goście, ale o nich w dalszej części tekstu.

Nieco ponad 47 minut podzielonych jest pomiędzy zaledwie 5 ścieżek, co sugeruje nieco dłuższe formy. Częściowo jest to prawdą, ale po kolei.

Jako pierwszą otrzymujemy „W szorstkim tańcu na dwa”. Tekstowo nawiązuje do pierwszej części trylogii:

„Dziewiętnasty rok, ciągle z tyłu głowy

Nie zdążył go pokryć kurz!”

Muzycznie też jest podobnie do ”Iskier...”, jednak pod koniec, za sprawą ognistej partii harmonijki ustnej w wykonaniu Jacka Szuły całość nabiera bluesowego charakteru.

Następnie otrzymujemy całkiem przebojowy (oczywiście jak na ten rodzaj muzyki) utwór tytułowy. Bas pięknie pulsuje, gitara cudnie łka.

„Wyścig już ruszył, o nasze serca, o głowy i ich wybory.

Jedni w drugich widzą tego złego, w krainie dwóch żywiołów.”

Jednak to tu otrzymujemy największe zaskoczenie – mniej więcej w połowie utworu swoją partia raczy nas niejaki Marcin Marten, znany bardziej jako AbradAb. Rap w rocku progresywnym? Rap o Powstaniu? Czemu nie! Trzeba przyznać, że ta wstawka całkiem udanie wpasowała się w charakter utworu oraz udowodniła, że Ciuraj nie boi się odważnych posunięć i nie ogranicza się do sprawdzonych schematów. Pod koniec otrzymujemy solówkę na gitarze i powtarzany kilkukrotnie tekst:

„By donieść to marzenie, już nie skrywane gdzieś głęboko

wyprostować trzeba zgięty kark, stanąć oko w oko.”

Trzeci na płycie wybrzmiewa mój faworyt „Jestem stąd”. Prawie 8 minut wspaniałego grania. Początkowo jest spokojnie za sprawą delikatnej perkusji, łagodnych klawiszy oraz jazzujacych dźwięków basu.

„W jakim języku śnisz? W jakim myślisz?

I komu powierzyć nasz dom,

by za sto lat nie pokrył się rdzą?

Szkolny strajk by wywrzeć presję.

Pytasz skąd jesteś?

Jestem stąd.”

Gdzieś w połowie do naszych uszu dociera wyśmienity pojedynek - na trąbce Piotr Schmidt i na klawiszach Dawid Makosz. W drugiej części utwór nabiera tempa, a nabierające powoli mocy syntezatorowe smyki prowadzą nas ku jego końcowi. To jeden z moich ulubionych momentów w całej dyskografii artysty.

Song „Andrzej Mielęcki” to najbardziej mroczny fragment płyty. Wojtek śpiewa tu niby szeptem, ale naznaczonym gniewem:

„Nie było już nas – tylko oni i my

Ogień trawił plebiscytu plany,

Andrzej Mielęcki wrzucony już do Rawy!

Do Rawy!”

Ten mrok podkreśla gitara, która w pewnym fragmencie wyje niczym syrena, po chwili oddając miejsce niepokojącym dźwiękom wydobywanym z mandoliny.

I tak wybrzmiały już cztery utwory, skupiające się na wydarzeniach poprzedzających wybuch Powstania. Podział jak na klasycznych progrockowych płytach – cztery krótsze ścieżki na stronie A i jedna długa na stronie B. Mam nadzieję, że kiedyś i w tej wersji „Dwa Żywioły”, jak i pozostałe części trylogii, zagoszczą w naszych odtwarzaczach (podobno szanse, że tak się stanie jakieś są).

Przejdźmy zatem do umownej strony B. Wypełnia ją, trwająca niespełna 24 minuty „Suita czterech rzek”. Nie po raz pierwszy Artysta mierzy się z tak rozbudowaną formą („Liście” na „An Unsung Hero, Salty Rains & Him” Walfadu, „Okrąglik” na „Balladach bez Romansów””), jednak tym razem bije swą długością wszystkie dotychczasowe pozycje. Została ona podzielona na cztery części, z których każda została poświęcona innej śląskiej rzece.

„Płyń Rawo, płyń!” rozpoczyna się delikatnie, akustyczną gitarą i mandoliną. Około trzeciej minuty robi się bardziej dynamicznie, a Makosz serwuje nam wyborne solo na fortepianie.

„Łuk napięty i na sygnał

uwolni orle skrzydła,

padną pierwsze strzały,

zacznie się drugie powstanie!”

Lekkie wyciszenie i przechodzimy do części drugiej - „Brynica – po obu stronach wodnej wstęgi”

„Policzków już brak, czas nadstawić kark

w słusznej sprawie!”

Fortepian gra mocne akordy, a niepokojące tło uwypuklone jest przez harmonijkę ustną. Kolejne ciekawe solo serwuje Arendarski. W tekście nawiązuje ponownie do pierwszej części tryptyku:

„Znów sierpień, czas żniw

Iskry plon wydały!

Czas go zebrać, nie będzie lepszej chwili!”

„Tam gdzie płynie Kłodnica...” to najbardziej dynamiczny fragment suity, z delikatnym wyciszeniem w refrenie

„Tam gdzie płynie Kłodnica...

Wieś za wsią, okrążali Gliwice.”

W tekście autor odnosi się do sukcesu, jakim okazał się powstańczy zryw:

„W końcu doszli do ściany,

wyczerpani sukcesem ponad miarę.

Polski głos na Śląsku dotychczas ledwie słyszany

Przebił stal by dotrzeć do uszu

i został wysłuchany!

SiPo rozwiązane!”

Choć to jeszcze nie koniec walki...

Finał w postaci czwartej części - „Odro, spójrz na swe dzieci!” przynosi wyciszenie. Na tle spokojnego rytmu gitara łagodnie snuje swą pieśń. Ponownie możemy usłyszeć też trąbkę, co podkreśla melancholijny charakter tej części „Suity czterech rzek”

„Odro spójrz na twe dzieci,

jak wybrały swe flagi

i bronią swych racji”

W drugiej części robi się bardziej podniośle za sprawą ponownie pojawiającej się trąbki i wokalizy ostatniego gościa na albumie – Hani Świtały znanej też jako Valyen Songbird.

„Opowiedz obu brzegom

meandry tej krainy.

o nierozstrzygniętej Śląska sprawie,

o białych orlich piórach,

co czekają na swój lot.”

Tymi słowami kończy się to bardzo ciekawe wydawnictwo. Wojciechowi Ciurajowi po raz kolejny udało się stworzyć ze wszech miar interesujący koncept i przedstawić za pomocą muzyki i słów kolejny fragment historii Górnego Śląska. Na pewno w mniejszym stopniu znanej i darzonej narodową estymą niż choćby Powstanie Warszawskie. Wartym zauważenia jest, że nie poszedł na łatwiznę i nie nagrał „Iskier… 2” świadomie rezygnując z niektórych patentów. Z pewną świadomością zaprosił gości z nieco innych muzycznych rejonów, by taką paletę muzycznych barw zamienić w kolorowe, ale spójne dzieło.

Na koniec jeszcze kilka słów o wydaniu. Okładkę digipacka zdobi ponownie obraz Rafała Paluszka (począwszy od „An Unsung Hero…” Walfadu jest on nadwornym grafikiem Ciuraja). Wewnątrz znajdziemy zdjęcia archiwalne z czasów Powstania, które są tłem dla tekstów zarówno w języku polskim jak i ich angielskich tłumaczeń (ukłon w stronę międzynarodowego odbiorcy, wszak „Iskry w Popiele” cieszyły się niemałą popularnością, choćby w Japonii). Całość uzupełniona jest o wspomnianą wcześniej notkę historyczną. Wszystko to tworzy idealne dopełnienie nietuzinkowej muzyki.

MLWZ album na 15-lecie