D Project

Bonamassa, Joe - Royal Tea

Andrzej Barwicki, Bonamassa, Joe - Royal Tea

Amerykański wokalista i gitarzysta bluesrockowy Joe Bonamassa w tym roku już dwukrotnie przypomniał o swym muzycznym istnieniu. W kwietniu pojawił się album „Easy To Buy, Hard To Sell” wydany pod nazwą Sleep Eazys, zaś w sierpniu miało miejsce jubileuszowe wznowienie debiutanckiego krążka „A New Day Now (20th Anniversary Edition)".

Natomiast pod koniec października pojawiła się najnowsza, trzecia tegoroczna płyta Bonamassy zatytułowana „Royal Tea”. Wydawnictwo to inspirowane jest tak znakomitymi artystami, jak Jeff Beck, John Mayall, Eric Clapton, Led Zeppelin czy Cream. Materiał, na który składa się 10 oryginalnych kompozycji, powstawał w Londynie i tam też został nagrany w słynnym studio przy Abbey Road. Dla przypomnienia, w przeszłości nagrywali tam między innymi The Beatles, Pink Floyd, Camel, U2, Oasis, Stevie Wonder, Queen, Glenn Miller, Mick Jagger, Radiohead czy Depeche Mode. Świadomość tego, że w tym miejscu tworzyła się historia muzyki rozrywkowej musi robić wrażenie na każdym muzyku wchodzącym do Abbey Road Studios. Dla kształtu poszczególnych utworów miał też na pewno niebagatelne znaczenie miejski klimat Londynu. Wszystko to znalazło swoje odzwierciedlenie w muzyce, którą usłyszymy na albumie „Royal Tea”.

Orkiestrowe intro jest wstępem do pierwszego utworu „When One Door Opens” i mnie osobiście kojarzy się z jedną z ważniejszych Londyńskich Orkiestr - London Philharmonic Orchestra. Bonamassa nawiązuje w tym utworze także do klasycznego brytyjskiego blues rocka lat 70. Mocne brzmienie łączy z delikatniejszymi frazami, liryczne pasaże z dynamiczną melodią, tworząc przy tym pomysłowe i wciągające, niemal epopejowe, nagranie. Tak monumentalnie rozpoczyna się ta płyta ze swoją wspaniałą sekcją rytmiczną i przy mocnym akompaniamencie orkiestrowym tak subtelnie wypełniającym to nagranie. Nie bez znaczenia jest śpiew wokalistek (Jade MacRae i Juanita Tippins) harmonizujący z głównym wokalem Bonamassy. Za orkiestrowe brzmienie odpowiedzialny jest producent Jeff Bova oraz The Bovaland Orchestra.

Utwór numer 2 to tytułowa kompozycja, która urzeka swoim świetnym pulsującym rytmem, chórkami i tym bluesowym wyczuciem oraz doświadczeniem, jakim obdarzony jest Joe Bonamassa. Nie sposób nie zakosztować tych mocnych, jakże porywających gitarowych akordów, a ewidentne wpływy brytyjskiej sceny bluesowej nabierają tutaj prawdziwie kolorowych barw.

Już na wcześniejszych płytach Joe Bonamassa potwierdził jak wspaniale potrafi zagrać wyjątkową balladę, pełną emocji czy dramaturgii. „Why Does It Take So Long To Say Goodbye” opowiada o rozstaniach i samotności, która może spotkać każdego z nas. Te uczucia Bonamassa potęguje wokalnie, jak też instrumentalnie ze smutnym brzmieniem zawodzącej gitary, która niemal łka i płacze. Może to banalne stwierdzenie, ale nagranie to potrafi złamać serce. A do tego, pomimo swej smutnej treści, jest przepięknie zrealizowane. Brawo, Joe! W czasie, w którym teraz tak bardzo doskwiera nam niepewność o zdrowie swoje i bliskich powiedzenie „do widzenia” nabiera zupełnie innego znaczenia.

Kolejny utwór, „Lookout Man!”, rozpoczyna się zniekształconym basowym rytmem. Niezwykła jest ta linia basu pojawiająca się w tym nagraniu, a jeszcze dochodzi do tego zadziorna gitara i harmonijka, na której gra Errol Litton. Uderzenia bębnów podkreślają surowe bluesowe brzmienie mocarnych i ciężkich akordów mocy.

Nadchodzi czas na rasowy klubowy blues spowity kłębami dymu z papierosa – to piosenka „High Class Girl” ze wspaniale brzmiącymi organami Hammonda, która przenosi nas w przełom lat 60. i 70.

Dużo muzycznych pozytywnych wrażeń dostarczą słuchaczom kolejne utwory - A Conversation With Alice” czy „I Didn’t Think She Would Do It”. Słyszymy w nich trochę boogie, trochę fusion oraz ogrom bluesrockowych gitarowych zagrywek. To bardzo intensywne granie. Takie, w jakim Joe Bonamassa od lat czuje się jak ryba w wodzie.

Pora nieco odetchnąć przy subtelnych i klimatycznych dźwiękach nagrania „Beyond The Silence”. Partie gitary elektrycznej i akustycznej oraz towarzyszące im brzmienia fortepianu i organów tworzą spójny, czarujący motyw, który zapewne na długo utkwi w naszej pamięci. Bonamassa od dzieciństwa odkrywał dla siebie muzykę bluesową, między innymi dzięki brytyjskim, legendarnym dziś gitarzystom i w ujmujący sposób w tym utworze kontynuuje ich muzyczne tradycje.

Po tym pięknym wyciszeniu nadchodzi czas na prawdziwego rock'n'rolla, który wyrósł z tradycyjnego bluesa, czas na utwór „Lonely Boy”. Ostatnie nagranie zatytułowane jest „Savannah”. Nawiązuje ono do country folkowego klimatu. A na mandolinie – jakże pięknie - gra oczywiście Joe Bonamassa. Utwór ten w prawdziwie królewski sposób zamyka pogram albumu „Royal Tea”.

Szeroki jest wachlarz stylów, dźwięków i różnych wibracji, jakie zawarł Bonamassa na swoim najnowszym albumie. Zapewne ma w tym też niemały udział zaproszony do współpracy przy powstaniu tego albumu Bernie Marsden (gitarzysta Whitesnake), który swym muzycznym doświadczeniem potrafił ukierunkować Bonamassę na bardziej brytyjskie bluesowe granie. Nic dziwnego, jest on przecież kompozytorem dwóch wielkich przebojów swojej macierzystej grupy – „Here I Go Again” i „Crying in the Rain”. W muzycznej świątyni, jaką jest Abbey Road Studios, doświadczonemu muzykowi z innego kontynentu na pewno niełatwo było stworzyć tak udany album, dlatego że otoczył się gronem kompetentnych współpracowników: słyszymy tu pianistę i założyciela grupy Squeeze, Joolsa Hollanda i byłego autora tekstów Cream, Petera Browna. Zaś na poszczególnych instrumentach zagrali: Anton Fig (perkusja), Michael Rhodes (bas), Reese Wynans (organy, fortepian Wurlitzera), Jeff Bora (instrumenty perkusyjne), Kevin Shirley (gitara akustyczna i perkusja), Greg Morroa (perkusja) oraz Rob McNelley (gitara rytmiczna). W chórkach zaśpiewały Jade MacRae, Juanita Tippins, Mahalia Barnes i… Bernie Marsden.

W jednym z niedawnych wywiadów Joe Bonamassa mówił tak: "Kiedy nagrywaliśmy ten album w styczniu 2020 roku świat był zupełnie inny niż teraz. Świat funkcjonował, ale działał załamany przede wszystkim z powodu kryzysu przywództwa u wszystkich stron politycznego spektrum. Podążaliśmy jednak naprzód, dziś zaś martwimy się całkiem innymi rzeczami, ale wciąż wiemy, że muzyka jest uniwersalnym językiem, który w przeszłości udowodnił już swą ogromną moc oraz ufamy, że jego uzdrawiająca siła obejmie również najbliższą przyszłość".

Czas pandemii trochę inaczej każe nam patrzeć na to, co dzieje się zarówno w naszym życiu, jak również i w życiu artystów, których płyt słuchamy. Wszystko to ma ogromny wpływ na odbiór muzyki. Nie da się bezobjawowo zareagować na ten najnowszy album Bonamassy, dlatego warto nabyć jedną z kilku proponowanych wersji: CD czy LP (Limited Edition Transparent Vinyl) lub też LP (Exclusive Edition Gold Vinyl). Wydanie specjalne zawiera dwa błyszczące złote winyle, płytę CD oraz 48-stronicową książkę z ekskluzywnymi zdjęciami.

Z tego co wiem, jest jeszcze jedna wersja tego wydawnictwa. Zawiera ona dwa bonusowe utwory: „Don't You Do Me No Favours” oraz „Don't Hand Me Your Hangups”. Nie słyszałem ich jeszcze, ale nic nie szkodzi. Będzie się za czym rozglądać w te długie jesienne wieczory. Trzeba koniecznie odszukać je w sieci i posłuchać w domowym zaciszu, delektując się kolejnymi magicznymi dźwiękami Mistrza.

Tak więc, niech przy Królewskiej Herbatce zagości w Waszych domach Królewska Nuta amerykańskiego gitarzysty i wokalisty, który nagrał jeden z najlepszych w swoim dorobku albumów. Jestem pewien, że zajmie on wysoką pozycję w tegorocznych podsumowaniach. Bonamassa nagrał album, o którym marzył od samego początku i który zapewni wiele satysfakcjonujących odsłuchań licznym fanom bluesrockowej stylistyki.

Na koniec takie małe postscriptum, które warto odnieść do tego albumu: „Królewska herbata Royal Tea to finezyjna, słodka mieszanka czarnej i zielonej herbaty Honeybush z interesującymi dodatkami i cukrem witaminowym. Pięknie pachnie, a obecność szafranu czyni z niej prawdziwie królewski napar”. Nic tylko poszukiwać tych opisanych smaków na najnowszym muzycznym zestawie zaproponowanym przez Joe Bonamassę. Album „Royal Tea” to niewątpliwie kulminacyjny moment w jego karierze.

MLWZ album na 15-lecie