D Project

Marillion - With Friends At St David's

Tomasz Dudkowski, Marillion - With Friends At St David's

Ten rok z wiadomych względów jest ubogi w koncerty. Nie pozostaje nam zatem nic innego, niż pocieszać się docierającymi do nas szerokim strumieniem płytami „live”. W ten trend wpisali się też muzycy Marillion, którzy przygotowali kolejne (które to już, to mogą wiedzieć jedynie najbardziej zagorzali fani grupy) tego typu wydawnictwo.

Jest to rejestracja koncertu, jaki odbył się 16. listopada ubiegłego roku w walijskim Cardiff. Był on zagrany w ramach trasy promującej album „With Friends From The Orchestra”. W rolę „Przyjaciół z Orkiestry”, podobnie jak na studyjnej płycie, wcielił się kwartet smyczkowy In Praise Of Folly (Margaret Hermant, Maia Frankowski, Nicole Miller, Annemie Osbourne), flecistka Emma Halnan oraz grający na waltorni Sam Morris.

Setlistę wypełniły przede wszystkim utwory zaprezentowane na wspomnianej płycie, czyli m.in. rozbudowane „Ocean Clouds”, „The Sky Above The Rain” czy finałowy „This Strange Engine” z jedną z najlepszych solówek, jaką nagrał Steven Rothery. Równie ciekawe są krótsze „Estonia”, „Fantastic Place”, „Hollow Man”, „Beyond You”, czy jak zawsze cudowne „Seasons End”. Zabrakło jedynie miejsca na miniaturkę “A Collection”. Ale ważniejsze jest to, co zespół zagrał spoza tego repertuaru. Rozpoczynający całość, monumentalny „Gaza” o konflikcie izraelsko-palestyńskim, który już w studyjnej wersji jest niesamowity, dzięki dodatkowym muzykom nabrał jeszcze większej mocy, którą potęguje mocniejsza gra Iana Mosleya na perkusji. Ostatnie właściwe studyjne dzieło („F.E.A.R.”) reprezentuje fantastyczny „The New Kings” o nowych władcach świata, a z płyty „Anoraknophobia” zaprezentowano „Separated Out”, zatytułowany tu „Zeparated Out”. Żartobliwa zmiana tytułu spowodowana jest wpleceniem w autorskie nagranie fragmentu klasyka Led Zeppelin „Kashmir”. Nie jest to jakieś novum – ten medley jest znany od czasów Marillion Weekends w roku 2011, jednak tu, dzięki żywiołowej partii sześciorga klasycznych muzyków nabrał pełniejszego kształtu. Szczególnie warto zobaczyć tę autentyczną radość muzyków na filmie wydanym na płytach DVD i Blu-ray.

Właśnie, obok zapisu audio na dwóch płytach kompaktowych, możemy nabyć to wydawnictwo także w wersji z obrazem. Na dwóch płytach DVD zamieszczono cały koncert plus dodatkowo brawurową wersję „Man With 1000 Faces” z koncertu w Paryżu, gdzie na scenie było wyjątkowo tłoczno. Do zespołu i muzyków zaproszonych dołączył też… chór (Choeur de Paris 1 Panthéon-Sorbonne). Mimo nienajlepszej jakości obrazu i zapominającego w pewnym momencie tekstu Hogartha to wykonanie na pewno przypadnie do gustu każdemu fanowi grupy. Drugi dodatek jest już mniej spektakularny, gdyż otrzymujemy doskonale znany obraz z Real World Studio do utworu „Estonia”.

Pierwsza płyta Blu-ray w dodatkach zawiera dodatkowo 3 utwory z podtytułem „Live In Kensington”. Są to bardziej przebojowe „Power”, „You’re Gone” i pominięty w podstawowym zestawie „A Collection” zagrane w legendarnej The Royal Albert Hall. Oprawę wizualną do tych trzech utworów stanowią zdjęcia wykonane przez Anne Marie Forker. Drugi dysk tego wydania wypełnia miks przestrzenny albumu „With Friends From The Orchestra” autorstwa nadwornego producenta, traktowanego jako szósty członek grupy, Michaela Huntera. Muzyce towarzyszą wizualizacje, które można podziwiać podczas występów.

Koncertowy film został ponownie przygotowany przez innego stałego współpracownika zespołu – Tima Sidewella. Podobnie jak przy innych wizualnych produkcjach obraz charakteryzuje wysoka jakość oraz płynna praca kamer. Może i bez fajerwerków, ale też trudno coś zarzucić.

Podsumowując, panowie Rothery, Kelly, Trewavas, Mosley i Hogarth oddają do naszych rąk jeszcze jeden zapis występów na żywo pozwalając na przynajmniej częściowe zapełnienie luki spowodowanej brakiem możliwości uczestniczenia w muzycznych wydarzeniach. A że jest to naprawdę udany zbiór utworów z ostatnich 31 lat, wykonanych na najwyższym poziomie w wersjach (udanie) urozmaiconych partiami klasycznych instrumentów, to szczerze mogę go polecić wszystkim stęsknionym fanom muzyki przez duże M.

MLWZ album na 15-lecie