Caligonaut - Magnified As Giants

Tomasz Dudkowski, Caligonaut - Magnified As Giants

Norweska scena progresywna ponownie w natarciu! Od początku roku do naszych rąk trafiają kolejne propozycje z kraju fiordów. Tym razem dotarł do nas debiutancki krążek formacji Caligonaut. Za tą nazwą kryje się jeden człowiek - gitarzysta i wokalista Ole Michael Bjørndal, znany ze współpracy z Oak, Bjørn Riis Band, czy Airbag. Ci ostatni opisują go jako „istotną część koncertowego składu od prawie dekady, którego zarówno gra jak i obecność na scenie bez wątpienia mają istotny wpływ na to, że Airbag stał się pewnym siebie i bardziej dojrzałym zespołem”. Zaprosił on do współpracy muzyków występujących na co dzień w grupach Wobbler, Pymlico, Meer, czy właśnie Airbag i przy ich pomocy nagrał album „Magnified As Giants”, który 26 lutego został wydany przez wytwórnię Apollon Records.

Nazwa Caligonaut może być tłumaczona jako „Podróżujący we mgle” (łac. caligo – mgła i naut – podróżnik) i takie są właśnie kompozycje zawarte na tym 50-minutowym albumie. Pełne mroku, tęsknoty za minionymi czasami wyrażonej za pomocą klasycznych brzmień rodem z początku lat 70. ubiegłego wieku. Wśród zaproszonych gości dominują muzycy związani z zespołem Wobbler. I być może to przypadek, ale podobnie jak na albumie „Dwellers Of The Deep” tak i tu zastosowano układ 4 utworów w kolejności długi – krótszy – najkrótszy – najdłuższy…

Pierwszy z nich, zatytułowany „Emperor” rozpoczyna się od spokojnych dźwięków fortepianu, które po chwili ustępują perkusyjno – gitarowemu duetowi, do którego dołącza mięsisty bas Kristiana Karla Hultgrena, mogący kojarzyć się z brzmieniem czterech strun Johna Wettona. Skojarzenia z King Crimson są jak najbardziej na miejscu. Bjørndal uczestniczył w kilku kursach w ramach Guitar Circle założonego przez Roberta Frippa i wykorzystuje w nagraniach specyficzny karmazynowy sposób strojenia gitary. Oprócz instrumentu lidera atmosferę budują analogowe klawisze (melotron, Hammondy, fortepian) Larsa Fredrika Frøislie, a także śpiewane wspólnie partie, w których Ole Michaelowi towarzyszą Andreas W. S. Prestmo oraz Åsa Ree. Ta druga, znana z zespołu Meer (a także występująca na płycie Wobbler) dorzuca swoje bardzo istotne trzy grosze ozdabiając nagranie klimatycznymi dźwiękami skrzypiec. Wszystko to składa się w niebanalną całość, która mimo swoich czternastu minut ani przez chwilę nie nudzi, co rusz serwując nam cudowne tematy przedstawiane za pomocą śpiewu lub klawiszowo – gitarowych popisów (zarówno jeśli chodzi o nieszablonowe melodie jak i o bogactwo użytych instrumentów), a wszystko to na tle wyrazistego basu oraz klasycznie brzmiącej perkusji za którą zasiadł Henrik Fossum.

Na drugiej ścieżce, „Hushed” niesamowitą atmosferę budują dodatkowo organy kościelne, na których gra norweski wirtuoz tego instrumentu, Iver Kleive. Jego partie pojawiają się kilkukrotnie w trakcie 10 minut nagrania, raz stanowiąc tło dla reszty, innym razem wysuwając się na czoło lub współbrzmiąc z gitarą lidera. Słysząc ich duet pod koniec utworu ręce same składają się do braw! Po raz kolejny wykorzystanie skrzypiec dodaje kolorytu kompozycji. Sposób grania Bjørndala miejscami nawiązuje do brzmienia Steve’a Hacketta. W okolicach 8. minuty słyszymy kilka nut jakby żywcem wyjętych z „Dancing With The Moonlit Knight”, po których następuje wyciszenie stanowiące przedsmak finału rozpoczynającego się od wspomnianego duetu Bjørndal – Kleive. Kolejny niezwykle mocny punkt wydawnictwa.

Najkrótsza w zestawie piosenka tytułowa opiera się niemal wyłącznie na różnego rodzaju gitarach (akustycznej, dwunastostrunowej, elektrycznej) i głosie lidera plus oszczędnym wykorzystaniu brzmienia melotronu. „Magnified As Giants” zostało wykorzystane jako nagranie promujące cały album, głównie ze względu na jego długość, choć jest mało reprezentatywne dla całości. Brak tu symfonicznego rozmachu, którym czarują nas pozostałe ścieżki. Ole Michael próbuje śpiewać tu falsetem, co przy skromnym tle obnaża jego, niestety ograniczone możliwości wokalne. Miejscami słychać, że śpiewa na granicy swojej skali. Trzeba jednak przyznać, że z większością partii wokalnych na płycie poradził sobie w stopniu przynajmniej przyzwoitym w przekonujący sposób prezentując własne teksty. W większości śpiewa dość wysokim głosem, mogącym kojarzyć się z wokalem Stu Nicholsona czy Petera Nicholsa, a czasem Mortena Harketa. I choć wokalnie nie jest to nagranie z najwyższej półki, to partie gitar stanowią jakość samą w sobie przywołując klimat nagrań Genesis, w szczególności duety Mike Rutherford – Steve Hackett. Nie sposób odmówić tej pieśni uroku, ale to co najlepsze dopiero nadchodzi za sprawą utworu finałowego.

Ponad 19 minut „Lighter Than Air” rozpoczyna się łagodnie. Floydowski wstęp z klawiszowymi plamami, oprócz wspomnianej formacji Gilmoura i kolegów przywołuje skojarzenia z dokonaniami Airbag. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że współautorem muzyki jest Hultgren, który miał też spory wkład jako muzyk, a także współkompozytor dwóch nagrań na ostatniej płycie „Poduszek”, „A Day At The Beach”. Trzeba przyznać, że partie basu na całym albumie są bardzo wyraziste, stanowiąc ważny punkt w finalnej ocenie całości. Wraz z głównym autorem stworzyli fantastyczną spójną muzyczną opowieść pełną porywających partii klasycznych instrumentów klawiszowych (polecam solo w stylu Richarda Wrighta), czy też gitarowych zagrywek będących swoistym tyglem, w którym lider wymieszał wpływy między innymi Gilmoura, Hacketta i Frippa. Ale ważniejszy od popisów (choć i tych nie brakuje, vide porywający duet gitarowo – syntezatorowy rozpoczynający się w okolicach 8. minuty) jest niesamowity nastrój, początkowo nawiązujący do klasyków gatunku, by w końcówce odpływać w kierunku miksu brzmień bardziej współczesnych mistrzów takich, jak Opeth, Tool, Porcupine Tree czy wspomniany Airbag. Finał zabiera nas w chmury za sprawą wybornego motywu gitarowego na tle klimatycznych klawiszy. Widać, że lata spędzone w studiu i, przede wszystkim, na scenie z Bjørnem Riisem nie pozostały bez wpływu na estetykę, w której porusza się Ole Michael Bjørndal.

Album został nagrany w należącym do perkusisty Pymlico, Arilda Brøtera, Double Decker Studio, za wyjątkiem wokali i klawiszy, które powstały w Vilthagen Studios należących do wokalisty Wobbler, Andreasa W. S. Prestmo. Miksem zajął się Lars Fredrik Frøislie, a za mastering odpowiada norweski „nadworny” progrockowy specjalista w tej dziedzinie, Jacob Holm-Lupo (White Willow, The Opium Cartel). Okładkę zdobi obraz siostry Ole Michaela – Marte Bjørndal, której prace wystawiane są w wielu galeriach na całym świecie, a autorką zdjęć we wkładce jest Anne-Marie Forker, znana ze współpracy z Marillion. Ona też jest autorką teledysku do utworu tytułowego.

„Magnified As Giants” to zestaw bardzo ciekawych czterech nagrań, które zabierają słuchacza w podróż do krainy przesiąkniętej klimatem nagrań sprzed 50 lat z mnóstwem niebanalnych partii gitarowych, całą masą oldschoolowych brzmień klawiszy, ozdobionych rewelacyjnymi partiami kościelnych organów i skrzypiec, opartych dodatkowo na mocnej pracy basu i precyzyjnie brzmiących bębnach. Miłośnicy wymienionych w tekście grup znajdą tu coś dla siebie. Płyta Caligonaut na pewno będzie brana przeze mnie pod uwagę przy przygotowaniu listy ulubionych wydawnictw 2021 roku, z dużą szansą na wysokie miejsce, przynajmniej w kategorii „debiuty”.

MLWZ album na 15-lecie