Deep Purple - 7 And 7 Is (single)

Tomasz Kudelski, Deep Purple - 7 And 7 Is (single)

Gdy na początku września wyciekło do Internetu mocno naturalistyczne więzienne zdjęcie muzyków Deep Purple sugerujące, że zostali beneficjentami amerykańskiego systemu penitencjarnego podpisane ‘Turning to Crime’, wśród fanów zespołu zapanowała euforia. Tajemnicą poliszynela było, że Deep Purple pracują nad nową płytą korzystając z covidowego koncertowego przestoju, a część osób posiadających informacje ze źródeł „zbliżonych do” wręcz deklarowało, że nowy studyjny album Deep Purple został już ukończony.

Gdy mleko już się wylało wystarczyła chwila, aby fani zlokalizowali nieaktywną witrynę turningtocrime.com zarejestrowaną na earmusic. Chwilę później strona opatrzona więziennymi fotografiami muzyków ujawniła się jako licznik czasu zmierzający do daty 6 października 2021 roku, na kiedy to zapowiedziany został formalny „announcement” nowego projektu. Tajemnicy nie udało się jednak długo utrzymać, bowiem do sieci wyciekła okładka i lista utworów nowej płyty Deep Purple.

Stan euforii zamienił się stan głębokiej depresji, gdy okazało się, że tytułowy „nawrót do przestępstwa” oznacza, ni mniej ni więcej, tylko album zawierający wyłącznie własne interpretacje cudzych utworów. Przecież Deep Purple nie nagrywa coverów (a jeżeli już to wszystko, tylko nie Led Zeppelin!), a jest wyłącznie zespołem, który się coveruje!!! Negatywnych emocji fanów nie był stanie zmienić fakt, że Deep Purple w początkach kariery od coverów nie stronił poczynając od ich pierwszego przeboju „Hush”. Ian Gillan na swoich solowych płytach też często podpierał się singlowymi coverami („Lucille”, „New Orleans Helter Skelter”). Nagrał retrospektywną płytę „Gillan’s Inn” oraz dwie płyty ze standardami rock & rolla ze swoim pierwszym zespołem the Javelins. Steve Morse i Don Airey wzięli udział w dziesiątkach coverowych projektów. Nawet trzy ostatnie płyty Deep Purple zawierały bonusowe covery. Problematyczne było jedna to, że ostatnie covery specjalnej chluby grupie Deep Purple raczej nie przyniosły. Zarówno „It Will Be Me” z „Now What!?” czy „Roadhouse Blues” The Doors z „Infinite” to takie małe muzyczne katastrofy. Lepiej na tym tle wypadł instrumentalny autocover „And the Adress” z ostatniej płyty „Whoosh”, przy czym trudno uznać go za coś więcej niż muzyczną ciekawostkę i bardziej jawi się jako emocjonalno - marketingowy chwyt ze strony wytwórni.

Mój pierwszy rzut oka na listę utworów sprawił, że powziąłem wątpliwości co do mojej znajomości historii rocka. Poza utworem „White Room” Cream i „The Shape of Things” The Yardbirds w zasadzie pozostałe tytuły niewiele mi mówiły. To znaczy znałem wykonawców ze słyszenia, np. Fleetwood Mac (mdłe piosenki z płyty „Rumours”, których z tajemniczego powodu słuchają miliony ludzi na świecie), Bob Dylan, Lonnie Donegan, Ray Charles, Bob Seger, ale ze znajomością kompozycji było już znacznie gorzej. Muzycy Deep Purple po prostu sięgnęli po utwory i wykonawców, którymi sami inspirowali się w młodości. Część z nich zawiera bardzo wyraźny ładunek nieopierzonego i energetycznego hard rocka, który następnie Deep Purple podniosło o półkę wyżej i takie utwory to dla tego zespołu prawie samograj.

Jednym z utworów, który przykuł moją uwagę była kompozycja zupełnie nieznanego mi (nawet z nazwy) zespołu Love o dziwnym tytule „7 And 7 Is”. To niecałe dwie i pół minuty eklektycznego gitarowego jazgotu, które nie tylko zwiastowało nadejście fali ciężkiego rocka, co może i nawet równie dobrze garażowego punk rocka.

Tutaj znowu ujawniły się braki w moim muzycznym obyciu, bo jak się okazało „7 And 7 Is” wykonywało lub coverowało całkiem szacowne grono wykonawców: Alice Cooper, The Ramones, Robert Plant czy Rush. Jak na tym tle wypada wersja Deep Purple, która otwiera płytę „Turning to Crime” i została wybrana na pierwszego singla z płyty? W mojej ocenie bardzo dobrze, a nawet zjawiskowo. Szczególnie biorąc pod uwagę, że moje początkowe oczekiwania nie były zbyt wysokie. Dawno nie czułem takiej euforii i dreszczy słuchając nowych dźwięków Deep Purple. Zespołowi udała się dosyć trudna sztuka, że z cudzego utworu zrobili swój ‘własny’ utwór. Gdybym usłyszał go pierwszy raz nie wiedząc, że to cover, każdy mógłby mnie bez trudu przekonać, że to zupełnie nowy rasowy kawałek skomponowany przez Deep Purple.

Wściekły, przesterowany i lekko zachrypnięty, melorecytowany śpiew Gillana, charakterystyczna perkusja Iana Paice’a, który dawno nie grał z takim technicznym zaangażowaniem. Nawiązania do jego klasycznych partii rytmicznych z „Mandrake Root” czy „The Mule” są oczywiste. Końcówka utworu to ekstremalnie skondensowany dialog gitary Morse’a i syntezatorów Dona Airey’a przechodzący w mgnieniu oka od emocjonalnego wyciszenia do kaskady dźwięków o niemalże współczesnej progrockowej proweniencji.

W niecałe dwie i pół minuty udało się zespołowi zaoferować całą paletę tego wszystkiego, co najlepsze: charyzmę Gillana, niewymuszoną wirtuozerię instrumentalistów mieszczącą się jednak w granicach artystycznych utworu oraz muzykalność.

W stosunku do Deep Purple od 30 lat słychać narzekania, że to ‘stare dziady’, że ‘Lord to…’, że ‘Blackmore tamto…’, że ‘Gillan stracił głos...’. Ostatnia płyta „Whoosh” też była często krytykowana jako zbyt mało hardrockowa i mało energetyczna. Tutaj mamy odreagowanie, wyraźnie słychać, że 75-letni panowie wciąż dają radę, kunsztu, entuzjazmu i po prostu zwykłej ludzkiej muzykalności trudno im odmówić i to powinno chyba wystarczyć do sukcesu tego nietypowego projektu.

Bob Ezrin, co by o nim nie powiedzieć, jest wysokiej klasy specjalistą i umie ujarzmić zespół i poukładać dźwięki tak, aby były przyjemne w odbiorze nawet kosztem pewnego „ugrzecznienia” całości przekazu.

W świecie, w którym Genesis koncertuje z Philem Collinsem unieruchomionym na krześle, panowie z Deep Purple wciąż mogą cieszyć się szczęśliwie względnie dobrym zdrowiem czerpiąc radość z grania, co nie trudno zauważyć na opublikowanym materiale z sesji nagraniowej.

Płyta „Turning to Crime” jest typowym przedsięwzięciem i prezentem epoki covidowej. Częściowo nagrywana zdalnie, traktowana jest jako „projekt przejściowy”, co potwierdza, że zespół nie planuje jeszcze złożyć broni i pracuje nad obiecanym autorskim materiałem. Album ukaże się 26 listopada 2021r. w wielu wersjach, w tym także ukochanej szczególnie przez kolekcjonerów - na winylu. Towarzyszyć mu będzie film dokumentujący proces powstania albumu. Wcześniej osoby, które zarejestrują się do newslettera otrzymają też bonusowy utwór przesłany mailem.

Jak na razie nie ma powodu do narzekań. Przecież jeszcze miesiąc temu nikt nie wierzył, że w 2021 roku będziemy mogli się cieszyć nowymi dźwiękami Deep Purple, nawet jeżeli niektóre z nich będą brzmieć trochę znajomo.

MLWZ album na 15-lecie