HellHaven - Mitologia bliskości serc

Artur Chachlowski, HellHaven - Mitologia bliskości serc

Zespół HellHaven powstał w 2008 roku w Myślenicach. Od samego początku skoncentrował się na szeroko pojętym prog metalu z elementami muzyki etnicznej, technicznego metalu, heavy metalu wraz z nutą elektroniki. Grupa zadebiutowała w 2010 roku dobrze przyjętą płytą „Art For Art’s Sake” będącą pierwszą próbą odnalezienia się w gatunku łączącym heavy metal i rock progresywny. W 2012 roku dzięki współpracy z niemiecką wytwórnią Legacy Records HellHaven wydał pierwszy album koncepcyjny „Beyond The Frontier”, dzięki któremu został dostrzeżony poza granicami naszego kraju. Marzec 2017 roku przyniósł trzeci album zatytułowany „Anywhere Out The World”. Minęło kolejne cztery i pół roku i oto ta pochodząca z Myślenic formacja po kilkunastu miesiącach pracy w studio przypomina się krążkiem numer 4 o niebanalnym tytule „Mitologia bliskości serc”.

Tytuł polski, a więc można domniemywać, że i album wykonany jest po polsku. I tak w istocie jest. Jedenaście premierowych utworów zaśpiewanych przez Sebastiana Najdera w ojczystym języku stanowi pierwsze ważne novum na nowym krążku HellHaven. To krok w dobrym kierunku, gdyż zespół czuje się zdecydowanie pewniej interpretując swoje teksty w języku swoich myśli. Inna rzecz, że poetyckie teksty Najdera potrafią trafić w sedno, niosąc mądre, często zabarwione nutką romantyzmu, przesłania. Ten romantyzm w połączeniu z programowym metalowym zabarwieniem muzyki HellHaven stanowią pozorny konflikt, który zdecydowanie wzmacnia siłę przekazu poszczególnych utworów. Dlatego polecam poznawanie tego albumu z tekstami w ręku.

Tak więc HellHaven zadbał o multiplikację poziomu emocji polskich słuchaczy, bo przemawiającym do wyobraźni tekstom (w ich interpretacji Sebastiana wspomaga Adrianna Zborowska, która śpiewa świetnym harmonicznym głosem, a także obsługuje lirę korbową) towarzyszy niezwykle ciekawa, a w moim przekonaniu, najciekawsza i najbardziej finezyjna w całym dorobku HellHaven, muzyka. Wszystko to wydane jest w gustownym digipaku z bogatą szatą graficzną i ilustracjami przypisanymi do każdego z wypełniających płytę utworów (projekt graficzny: Monika Piotrowska). Mało tego, każdemu utworowi towarzyszy cytat zaczerpnięty z dorobku znanych pisarzy naszych czasów (m.in. Antoine’a de Saint Exupèry’ego, H.P Lovercrafta, Charlesa Bukowskiego, Marka Twaina, Fryderyka Nietsche, Charlesa Baudelaire’a czy Stanisława Lema). Mojej romantycznej duszy najbardziej do gustu przypadła sentencja z „Małego Księcia”, którą każdy z nas na pewno zetknął się chociaż raz:

Wiesz, gdy jest bardzo smutno,

To kocha się zachody słońca.

(Antoine de Saint-Exupèry).

Nic dziwnego, że za serce chwyta tekst otwierającej tę płytę piosenki „Kolekcjoner zachodów słońc”:

Wiem, że sumą wszystkich naszych dni

Jesteśmy właśnie my

Lecz przecież…

Liczy się tylko tu i teraz

Ten moment, w którym trwamy wciąż na nowo

To już, to właśnie jest ta chwila

To w niej umiera całe zło!

Mocny początek, poruszające przesłanie i muzyka zagrana z wykopem, czadem i energią. A przy tym, co na pewno godne podkreślenia w tej i prawie we wszystkich innych wypełniających ten album kompozycjach, zespół nie zapomina o melodyce i przystępności przekazu. Choć środki artystycznego wyrazu, którymi się posługuje nie należą do najłatwiejszych w odbiorze.

Myślenicki zespół dopilnował, by na nowym albumie nie brakło brzmień i dźwięków, z którymi HellHaven od lat jest kojarzony. Mamy więc tu do czynienia z połamanymi riffami, częstymi zmianami tempa, zmieniającymi się nastrojami, no i przede wszystkim z zawrotnym tempem, które nie pozwala nawet na chwilę wytchnienia podczas słuchania tej trwającej równo godzinę płyty.

Grupa HellHaven zadbała też o nowinki i niespodzianki (nasączona elektroniką i osadzona w stylu synth popu kończąca płytę kompozycja „1420 MHz”, finałowy fragment kompozycji tytułowej brzmiący niczym świąteczna pastorałka), porozumiewawcze mrugnięcia okiem do odbiorcy (gitarowe solo oparte na popularnym motywie słynnej „Lambady” w nagraniu „Nasz Requiem”, które, nawiasem mówiąc, wydaje się jednym z najważniejszych utworów w tym zestawie, posiadając przy tym mocne przesłanie: „W gniewu dzień, dzień, w którym świat w popielnym legnie pyle”…) oraz o liczne efekty zaskoczenia (growle w „San Pedro Waltz” i dość ekstremalnie brzmiącym „Imperium radości”, dudy i tarabany w „Nasz Requiem”, teatralność interpretacji w „Shanties De Geste”).

Nie ukrywam, ze podobają mi się polskie teksty, które napisał i fajnie zinterpretował Sebastian Najder. Podoba mi się tandem szalejących niemal bez chwili wytchnienia gitarzystów (Jakub Węgrzyn – Hubert Kalinowski). Podoba mi się mocarna praca sekcji rytmicznej: Marcin Jaśkowiec (bg) – Paweł Czartoryski (dr). „Mitologia bliskości serc” to album dojrzały, przemawiający do wyobraźni, mający swoją dramaturgię, zabójcze tempo i niezwykły magnetyzm. Zdecydowanie najciekawszy w całym dorobku zespołu HellHaven. Zdecydowanie najmocniejszy w jego niemałej już dyskografii. Podoba mi się i to bardzo. To bardzo poważny kandydat do miana najciekawszej polskiej rockowej płyty AD 2021.

MLWZ album na 15-lecie