Brighteye Brison - V

Artur Chachlowski, Brighteye Brison - V

W drugiej połowie maja br. nakładem wytwórni Bad Elephant Music ukaże się piąty album szwedzkiego progresywnego kwintetu rockowego o nazwie Brighteye Brison.

Album zatytułowany po prostu „V” to długo oczekiwana kontynuacja muzycznych wątków zapoczątkowanych na poprzedniej płycie „Magician’s Chronicles – Part I” z 2011 roku. Szwedzcy muzycy z podniesioną głową powracają na nim do swoich symfonicznych rockowych korzeni, z długimi epickimi utworami o złożonych aranżacjach z ich charakterystycznymi wokalnymi harmoniami utrzymanymi w stylistycznych ramach zbliżonych do produkcji innych znanych skandynawskich zespołów spod znaku progresywnego rocka: The Flower Kings, Karmakanic, Simon Says, Magic Pie czy Moon Safari, a dzięki wspomnianym kompleksowym harmoniom wokalnym leciutko skłaniającym się też do stylowego amerykańskiego rocka spod znaku Toto czy Styx.

Wbrew tej ostatniej konstatacji od razu uprzedzam, by nie spodziewać się na płycie „V” krótkich, piosenkowych i przebojowych utworów. Program najnowszego krążka wypełniają tylko trzy długie kompozycje: „The Crest Of Quarell” trwa 12 i pół minuty, tytułowa „V” – blisko 18, a umieszczona na samym końcu „The Magician Chronicles – Part II”, która jak łatwo się domyślić jest literackim i muzycznym ciągiem dalszym muzycznej opowieści zapoczątkowanej na poprzedniej płycie, to już jeden wielki muzyczny twór trwający aż 37 minut non stop. I jak się tego słucha!!! Kto wie, to chyba nie tylko jedna z najdłuższych progrockowych kompozycji AD 2019, ale i jedna z najlepszych. Palce lizać!

Zespół Brighteye Brison powstał pod koniec ubiegłego wieku w Sztokholmie i założony został przez przez Linusa Kåse (który w tamtym czasie był członkiem kultowego Anglagårdu). Debiutancki album został wydany w 2003 roku, a trzy lata potem ukazała się recenzowana na naszych łamach płyta „Stories”. Oba te wydawnictwa zdefiniowały stylistyczną niszę, w którą umiejętnie wpasował się Brighteye Brison. Jej istotą są rozbudowane, wielopiętrowe harmonie wokalne, epicki rozmach i złożone aranżacje, które są integralną częścią brzmienia zespołu. W 2008 roku zespół wydał entuzjastycznie przyjęty przez krytyków (choć podzielił on mocno środowisko fanów zespołów) album „Believers & Deceivers”. Jakkolwiek by nie oceniać ten trudny, napakowany mnóstwem niekonwencjonalnych pomysłów album, wprowadził on do repertuaru grupy ulubione przez koncertową publiczność dzieło zatytułowane „The Harvest”, które często porównuje się z wybitnymi osiągnięciami Gentle Giant i Yes. Dobra passa potwierdziła się też w przypadku wspomnianej już kolejnej płyty „The Magician Chronicles - Part I”, która jeszcze bardziej rozwinęła skomplikowane aranżacje wokalne i instrumentalne i potwierdziła, że Brighteye Brison zbliża się do najściślejszej czołówki skandynawskiego prog rocka.

Nie inaczej jest w przypadku najnowszego albumu. Brighteye Brison nagrał go w następującym składzie: Linus Kåse – instrumenty klawiszowe, saksofon, wokal; Per Hallman – klawisze, wokal; Johan Öijen – gitary; Kristofer Eng - gitara basowa, wokal oraz Erik Hammarström – perkusja. „V” to płyta, która jest w stanie przysporzyć wiele radosnych chwil podczas słuchania. To co, że znajdujemy na niej tylko trzy kompozycje? Wszystkie one są po prostu wyborne, świetnie się ich słucha i są one godne uwagi prawdziwych fanów progresywnego rocka.

MLWZ album na 15-lecie