Yes - 50 Live

Artur Chachlowski, Yes - 50 Live

W zeszłym roku zespół Yes obchodził 50. rocznicę swojej działalności. Świętował ją na trasie koncertowej, na której szlaku 20 i 21 lipca 2018r. zawitał do amerykańskiej Filadelfii, gdzie w teatrze Fillmore panowie Steve Howe, Alan White, Geoff Downes, Jon Davison i Billy Sherwood zarejestrowali materiał wydany kilka tygodni temu na jubileuszowym albumie zatytułowanym „50 Live”.

Nie sposób zliczyć koncertowych wydawnictw grupy Yes, które ukazały się w ciągu ostatniej dekady. Było ich bez liku. My w Małym Leksykonie omówiliśmy trzy z nich: „Songs From Tsongas” (2014), „Like It Is: Live At The Bristol Hippodrome” (2014) oraz „Like It Is: At The Mensa Arts Center” (2015), potem nieco straciliśmy Yes z horyzontu, ale nie mogliśmy pominąć omawianego dzisiaj jubileuszowego albumu koncertowego. Bo to płyta niezwykła i to z wielu względów. Raz, że jubileuszowa. Dwa, że pierwsza (a może druga?) nagrana w tym składzie personalnym. A trzy, że na scenie do aktualnego składu raz po raz dołączali inni legendarni, muzycy, w przeszłości członkowie grupy Yes.

Sama setlista zamieszczonych na płycie „50 Live” utworów, choć imponująca, nie jest być może najważniejsza. W trakcie dwóch filadelfijskich koncertów zespół wykonał utwory, które obejmowały większość jego historii, począwszy od drugiego studyjnego albumu „Time And A Word (1970), aż po przedostatni „Fly From Here (2011). Nie brakło więc tak ikonicznych utworów, jak „Close To The End”, „Awaken” „Madrigal” czy „Parallels”. Wykonany też został fragment słynnej suity „The Gates Of Delirium” umownie zatytułowany „Soon”, w którym do zespołu dołączył Patrick Moraz. W trakcie długiej sekcji z bisami, które składały się z wiązanki utworów „Yours Is No Disgrace", „Roundabout" i „Starship Trooper" na scenie pojawił się inny stary członek zespołu, Tony Kaye, a za drugim zestawem perkusyjnym raz po raz pojawiał się Jay Schellen, który uzupełniał osłabionego chorobą i niedawno przebytą operacją, Alana White’a.

Piękny to koncert, który składał się wprawdzie ze starych utworów, które wszyscy doskonale znamy z niedoścignionych studyjnych oryginałów, ale zawsze miło posłuchać słynnych kompozycji z bardziej współczesnej perspektywy. No i ten wspaniały jubileusz… Szkoda tylko, że nie uczestniczyli w nim Jon Anderson, Rick Wakeman, a przede wszystkim zmarły w 2015 roku Chris Squire…

MLWZ album na 15-lecie