Pendragon - Kowtow

Tomasz Dudkowski, Pendragon - Kowtow

Po nagraniu debiutanckiej płyty „The Jewel” (1985) zespół opuścili perkusista Nigel Harris oraz klawiszowiec Rick Carter. Na ich miejsce przyszli (odpowiednio) Stephen Michael „Fudge” Smith (przed nim na krótko pojawił się Matt Anderson) oraz przyjaciel Barretta z dzieciństwa - Clive Nolan (krótki epizod w grupie zaliczył wcześniej James Colah), tworząc najbardziej stabilny skład grupy (Smith odszedł w 2006 roku, Nolan gra w niej do dziś).

Pierwszym wydawnictwem kwartetu Barrett – Gee – Nolan – Smith była płyta koncertowa „9:15 Live” z 1986 roku, a pierwszy studyjny krążek został wydany dwa lata później i otrzymał tytuł „Kowtow”.

9 utworów przedstawia Pendragon jako zespół poszukujący równowagi pomiędzy ambitnymi utworami a próbą zaistnienia pośród rockowego mainstreamu. Zespół nagrał nawet taśmę demo, którą przedstawił EMI, ale nie spotkała się ona z przychylnym przyjęciem ówczesnego giganta. Ostatecznie album ukazał się w stworzonej przez Barretta wytwórni Toff Records.

Zaczyna się od takich właśnie prób zawojowania list przebojów w postaci chwytliwych, acz niezbyt wyróżniających się utworów „Saved By You”, „The Mask” czy „Time For A Change”. Nieco lepiej jest w balladach „I Walk The Rope” i „2 AM”, w których gościnnie na saksofonie zagrał Julian Siegel. Druga część albumu jest już ciekawsza „Total Recall”, „The Hauting” (najbardziej rozbudowany i najdłuższy na płycie) czy antywojenny „Kowtow” - to już Pendragon jaki znamy z „The Jewel” czy późniejszych albumów. Szkoda tylko, że pod koniec płyt wkradł się znów mniej udany „Solid Heart”.

Całość nie broni się pod względem brzmienia – nieco plastikowa produkcja nie wytrzymała próby czasu i teraz razi. Może i ta płyta doczeka się nowej wersji wzorem „The World” i „Men Who Climb Mountains” z boxu „The First 40 Years”?

Podsumowując, próba zawojowania list przebojów nie powiodła się Nickowi (autorowi prawie wszystkich utworów – jedynie do „Total Recall” i „Time For A Change” muzykę napisał Peter Gee) i chyba ostatecznie pogodził się z faktem, że nie dla niego sława i pierwsze strony popularnych gazet, więc postanowił skupić się na tym, co mu najlepiej wychodzi – pisaniu wielowątkowych kompozycji i graniu pięknych solówek gitarowych bez oglądania się na panujące mody. Jak słuszna to była decyzja możemy przekonać się słuchając następnego w dyskografii Pendragon albumu – „The World”.

MLWZ album na 15-lecie