Hackett, Steve - Genesis Revisited Live: Seconds Out & More

Olga Walkiewicz, Hackett, Steve - Genesis Revisited Live: Seconds Out & More

„Genesis Revisited Live: Seconds Out & More” to niezwykłe wydawnictwo koncertowe. Zapis występu artysty, który jest prawdziwą ikoną rocka, fenomenalnym gitarzystą, kompozytorem i cudownym człowiekiem. Steve Hackett roztacza wokół siebie niepojęty czar - zaklęty w jego muzyce, uśmiechu i spojrzeniu. Emanuje od niego spokój i siła zjednywania sobie ludzi, nie tylko finezyjnym pięknem dźwięków, lecz także osobowością przepełnioną ciepłem i empatią. Jest królem, który zamiast berła i gronostajowych futer wybrał skromną marynarkę i gitarę. To najnowsze koncertowe dzieło mistrza, jeszcze pachnące świeżością, bo ukazało się 2 września.

Trasa koncertowa celebrująca album „Seconds Out” była nie lada wyzwaniem. Wymagała niebywałego wysiłku i wyrzeczeń, zarówno od samego Hacketta, jak i muzyków z jego zespołu. Wielu członków ekipy, musiało zmienić swoje indywidualne plany artystyczne. Ale było warto i zaowocowało to serią znakomitych koncertów. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę, była decyzja, żeby zarejestrować jeden z nich. Występ ten odbył się 24 września 2021r. w Manchesterze. Nie bez znaczenia jest fakt, że od wielu lat Hackettowi towarzyszy „śmietanka muzycznego świata”- grono znakomitych artystów takich jak Jonas Reingold (The Flower Kings, Kaipa, Karmakanic, The Sea Within), Roger King (The Mute Gods, Squackett), Rob Townsend (The Blues Band, Family, Medicine Head), Nad Sylvan (Unifaun, Agents of Mercy), Craig Blundell (Lonely Robot, Frost*) czy Amanda Lehmann. A jaki jest ten album? Steve Hackett zabiera nas w ponad dwugodzinną podróż po atolu pełnym wspomnień. Nie ma nic piękniejszego od muzyki live. Za każdym przesłuchaniem tego wspaniałego wydawnictwa, powracam do pewnego marcowego wieczoru, gdy miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w jego koncercie w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Każdy utwór na „Genesis Revisited Live: Seconds Out & More” jest jak kartka pamiętnika napisanego najdelikatniejszym alfabetem nut. Dźwięków niepowtarzalnych i czarownych, oscylujących pomiędzy rockowym niebem i chłodnym powiewem klasyki.

Założeniem tej trasy i albumu, było odtworzenie w całości jednego z najważniejszych klasyków koncertowych grupy Genesis – płyty „Seconds Out”. Dodatkowym smaczkiem było umieszczenie tu kilku kompozycji z płyt solowych oraz kompozycji „Aisle Of Plenty”. Efekt końcowy jest prawdziwym powodem do dumy. Cudownie się słucha tak smakowitego zestawu utworów. Niespełna minutowe, rozdzwonione „Apollo Intro” przechodzi płynnie w „Clocks” z pamiętnej płyty „Spectral Mornings”. Obłędny taniec w krainie zegarów, instrumentalna fantazja precyzyjnie przeniesiona na scenę i zadziwiająca niebywałą ekspresją. Rytm kreuje melodię. Instrumenty perkusyjne królują. Lekkość, błyskotliwy dowcip, nuta szaleństwa. Craig Blundell jest mistrzem ceremonii.

Warto zaznaczyć, że to ponad dwugodzinny koncert, wobec czego materiał muzyczny zajmuje dwa dyski. Połowa pierwszej płyty to sześć kompozycji z solowych albumów Hacketta: „Spectral Mornings” ze wspomnianym „Clocks” i „Every Day” z bajecznymi solówkami Steve’a. Są dwa utwory z ubiegłorocznego „Surrender of Silence”: „Held In The Shadows” i „The Devil’s Cathedral” z zapierającym dech w piersiach wstępem organowym Rogera Kinga ubarwionym dźwiękiem saksofonu. To jedna z moich ulubionych kompozycji i z wielką radością powitałam jej wersję koncertową, pełną żywiołowego piękna, gitarowych odlotów Steve’a Hacketta i klawiszowych improwizacji. Nad Sylvan wplata swój miękki tenor pomiędzy ekwilibrystyczne popisy instrumentów. Niezmiernie magiczny jest kontrast jego wokalu z głosem Amandy Lehmann, która pojawia się w następnym utworze - „Shadow of the Hierophant” z baśniowym brzmieniem fletu Roba Townsenda i łkającym tonem gitary. Czuje się powiew wiatru rozświetlonego opiłkami tęczy. Bajeczność i powab tej kompozycji potrafią przenosić słuchacza w krainę fantazji, gdzie nimfy o amarantowych włosach przeglądają się w źrenicach nocy, a wyobraźnia jest niczym sieć pajęcza zdobiona brylantami rosy.

Gitara scalona z harmonią klawiszowych fresków i rytmem perkusji prowadzi do następnego utworu tego wspaniałego koncertu - „Squonk”. Powrót do przeszłości, do czasów „Seconds Out”. W tym przedstawieniu występują nowi aktorzy, nowe głosy i twarze, lecz równie fascynujące. Spektakl, który prezentuje zespół Steve’a Hacketta jest dopracowany w każdym szczególe, pełen sensualnego piękna i lekkości.

„The Carpet Crawlers” to mój ukochany utwór i uwielbiam go w każdej wersji – z Peterem Gabrielem, Philem Collinsem, Rayem Wilsonem. Nad Sylvan ma niższy głos i nadaje tej doskonałej kompozycji nowego wymiaru, co w skojarzeniu z misternym klawiszowym tłem i gitarą Hacketta tworzy połączenie pełne finezji i miękkości. Trzeba przyznać, że Steve miał siódmy zmysł, gdy dobierał sobie muzyków. A są to najlepsi z najlepszych. Prawdziwym fenomenem jest fakt, jak doskonała jest między nimi nić porozumienia, ta „chemia”, która daje tak znakomity efekt współpracy. Wszystko to wymagało szlifu, precyzji i czasu. Każdy koncert tej niezmiernie długiej trasy, był poprzedzony próbą, najczęściej o godzinie 17:00, żeby poczuć wzajemną jedność i doskonałą harmonię. Steve Hackett to szef, który bardzo dba o swoich muzyków. Spędza z nimi dużo czasu nie tylko na scenie, także prywatnie. Jest mentorem i przyjacielem.

Klasyki przewijają się na tym albumie niczym kadry muzycznych wspomnień, kolejne epizody filmu ilustrowanego muzycznymi skarbami spod szyldu ‘Genesis’. „Robbery, Assault and Battery” czy„Afterglow” to esencja klimatu, jaki może generować rockowa legenda. Zresztą wszystkie kompozycje jakie zostały zebrane na „Seconds Out”, są tu ubarwione nutą niepowtarzalnych kodów, podpisem nadającym im drugie życie.

„Firth Of Fifth” to kolejny moment tego cudownego koncertu, który szczególnie zapada w pamięć. Prawdziwy diament: gitarowe brzmienie doprowadzone do precyzji, doskonała aranżacja, perfekcja w każdej frazie. Utwór, o którym powiedziano już wszystko. A w wykonaniu Hacketta i towarzyszących mu muzyków staje się prawdziwą muzyczną perłą.

„Seconds Out”, to zbiór najciekawszych utworów Genesis - klasycznych piękności, które z jednej strony trzeba było perfekcyjnie odtworzyć, a z drugiej - ten koncert miał dać im nowe barwy i dokładnie tak się stało. Tak wspaniałe kompozycje „The Lamb Lies Down on Broadway” czy „Supper’s Ready” stały się najtrudniejszym testem, lecz czy można mieć jakiekolwiek wątpliwości, jak wypadł? Perfekcyjnie, bo to grono artystów o niezaprzeczalnym potencjale i możliwościach. „Supper’s Ready” to prawdziwa kropla szafirowego smutku zakotwiczonego w szuwarach rzęs, emocje wybuchające jak wulkan przy słowach: „and it’s hey babe your supper’s waiting for you. Hey my babe, don’t you know our love is true?...”. Nad Sylvan kreuje aurę tajemniczości. Linia wokalna sprzęga się z klawiszami, gitarową solówką i fletem precyzyjnie i lekko. Wspaniale brzmi ta wersja sztandarowej kompozycji Genesis.

Utwór „Cinema Show” jest z kolei ukojeniem, ma w sobie wewnętrzną równowagę i spokój. Jest tu zachwycający dialog pomiędzy instrumentami, sekwencja opowieści na czarno-białych klawiszach i kropla eteryczności.

„Aisle of Plenty” jest prześlicznym przerywnikiem przed finałem, na który złożyły się kompozycje „Dance On A Volcano”, okraszona przepysznym popisem wirtuozerskim Craiga Blundella, i nieco szalona, „Los Endos”. Zakończenie koncertu jest bardzo rozbudowane, z odrobiną improwizacji i dyskretnym ukłonem w stronę instrumentów dętych. Robi to wrażenie. Jest ukoronowaniem tej fenomenalnej całości.

Steve Hackett w niebywały sposób ożywił raz jeszcze jeden z najpiękniejszych fragmentów historii zespołu Genesis. Otworzył księgę przeszłości nowym, cudownym kluczem. Zdradził tajniki myśli zamkniętej w krysztale wyobraźni. Właśnie taki jest ten album – fascynujący i niepowtarzalny. Zwłaszcza, gdy przeżyło się niezapomniane chwile siedząc na widowni na jednym z koncertów tej trasy i mając świadomość, że jest się częścią wielkiego, rockowego widowiska albo raczej kawałkiem muzycznego świata pełnego cudów...

MLWZ album na 15-lecie