Millenium - Tales From Imaginary Movies

Tomasz Dudkowski, Millenium - Tales From Imaginary Movies

Nazwa ‘Millenium’ istnieje na mapie polskiej muzyki już od 23 lat. Jak do tej pory widnieje ona na ponad dwudziestu wydawnictwach studyjnych, koncertowych, minialbumach, składankach czy boxach. Dyskografia obejmuje zarówno płyty kompaktowe, jak i DVD, BluRay oraz winyle. Tym razem dwa lata musieliśmy czekać na nowe dzieło wydane pod tym szyldem. Od czasu ukazania się albumu „The Sin”, Ryszard Kramarski zajęty był komponowaniem na potrzeby nowego wydawnictwa TRKProject („Books That End In Tears”), oraz opracowaniem i wydawaniem nowych wersji wcześniejszych krążków projektu. Dodatkowo przywrócił z niebytu nazwę Framauro i zaprezentował pod nią niezwykle udaną płytę „My World Is Ending”, na której zadebiutował jako wokalista. W końcu przyszedł czas, by powrócić ze swoim najbardziej znanym wcieleniem.

Millenium może pochwalić się w miarę stabilnym składem. Większość muzyków ma już spory staż w zespole. Gitarzysta Piotr Płonka występuje w nim od czasu nagrania płyty „Vocanda” (2000), z krótką przerwą w roku 2004, gdzie na krążku „Deja Vu” zastąpił go Przemek Drużkowski. Z kolei basista Krzysztof Wyrwa pojawił się po raz pierwszy właśnie na tej płycie i od tej pory jest „królem niskich brzmień” nie tylko w Millenium, ale także w pozostałych formacjach Kramarskiego. Stosunkowo najkrótszy staż ma perkusista Grzegorz Bauer, który pierwsze ślady bębnów wgrał na płytę „In Search Of The Perfect Melody” (2014). Od początku jej istnienia w grupie, oprócz Kramarskiego, występował Łukasz „Gall” Gałęziowski, który odpowiadał za stronę wokalną. Co prawda w roku 2018 na krótko opuścił zespół (na minialbumie „MMXVIII” zaśpiewał Marek Smelkowski), ale był to tylko chwilowy rozbrat z zespołem. Jednak w końcu i tu nastąpiła zmiana. Na opisywanym dziś wydawnictwie za mikrofonem stanął Dawid Lewandowski, znany z płyt TRKProject i występów w grupie Fizbers.

Kramarski niejednokrotnie decydował się na tworzenie koncept albumów. Już płyta „Vocanda” opowiadała historię Daniela Sundersa, a na krążkach „Interdead” (2005) oraz „Numbers And The Big Dream Of Mr Sunders” (2006) jego braci, odpowiednio Adriana i Johna. Trylogia została podsumowana minialbumem „Three Brothers’ Epilogue” (2008) i wydawało się, że na tym temat rodziny Sundersów został wyczerpany. Jednak lata mijają i dorosło nowe pokolenie. Bohaterem albumu „Tales From Imaginary Movies” jest bowiem syn Daniela, David. Jest on młodym aktorem, który chce dostać rolę w wysokobudżetowym filmie. Codziennie chodzi na castingi do różnych gatunkowo filmów. Jego próby zaistnienia w świecie filmu stały się podstawą warstwy lirycznej, którą stworzył znany dziennikarz i tłumacz, Zdzisław Zabierzowski, na podstawie pomysłów i fragmentów tekstu lidera grupy. Co prawda na albumie Millenium debiutuje on w tej roli (nie licząc tłumaczenia do anglojęzycznej wersji utworu „Ecosong” z płyty „Millenium” (1999)), ale od pewnego czasu współpracuje z Kramarskim przy tworzeniu liryków do najnowszych płyt TRKProject i Framauro.

Nowe dzieło krakowskiego zespołu trwa 49 minut i zostało podzielone na 9 ścieżek, przy czym pierwsza i ostatnia spełniają rolę instrumentalnego intro i outro czy, stosując terminologię filmową, napisów początkowych i końcowych. Siedem pozostałych ścieżek opowiada o próbach otrzymania przez bohatera wymarzonej roli w wysokobudżetowym filmie. Zawartość płyty jest tak skonstruowana, że oprócz poszczególnych filmów wszystkie utwory składają się na opis jeszcze jednego filmu, o Davidzie, jego życiu, miłości, lękach.

Jest poniedziałek, godzina 9.00. David udaje się na swój pierwszy w tym tygodniu casting. Jest to film o superbohaterze, który próbuje uratować świat przed zagładą w wyniku wojen i ekologicznej katastrofy:

„A co, gdyby zmiany klimatyczne się pogorszyły?

Gdybyśmy znaleźli się

W obliczu trzeciej wojny światowej?

Gdyby Sun Tzu i Clausewitz naprawdę zatruli wszystkie serca?

Wtedy twoje życie zmieniłoby się w ciągłą walkę”.

Przy okazji tekst utworu „Invisible Superhero”, bo o nim mowa, można traktować jako wprowadzenie do całej historii o Davidzie:

„To ten film, w którym chciałbym zagrać

To właśnie ten, w którym muszę wystąpić

O godzinie dziewiątej w poniedziałkowy poranek

Zaczyna się mój casting

I mam nadzieję dostać tytułową rolę

Dajcie mi zagrać super bohatera

W filmie moich marzeń

Niewidzialnego super bohatera

Który uchroniłby świat od łez”.

Jak na początek filmu przystało, nagranie rozpoczyna się dźwiękiem taśmy filmowej oraz potężnymi akordami gitary wplecionymi w klawiszowe orkiestracje oraz pierwszą solówką Piotra Płonki. Uprzedzę od razu, że na tym albumie popisów gitarzysty jest co nie miara. Głos Lewandowskiego pojawia się początkowo w jednym kanale, podczas gdy w drugim słyszymy delikatną partię fortepianu. Dalej jest w większości spokojnie, z podniosłym refrenem. W drugiej części, oprócz kolejnej, tym razem bardziej drapieżnej, solówki Płonki, uwagę zwraca także bardziej dynamiczna praca perkusji i basu, a końcówka ponownie jest wyciszona.

Wtorek, godzina 11. David stara się o rolę w filmie szpiegowskim. Utwór „A World Full Of Spies” rozpoczyna się dźwiękiem tajemniczych kroków, po którym następuje groove mogący kojarzyć się z nagraniem „Numbers…” rozpoczynającym album „Numbers And The Big Dream Of Mr Sunders” opowiadającym historię Johna, czyli… wujka Davida. Jest on bardziej dynamiczny w stosunku do wcześniejszego utworu, z melodyjnym refrenem, choć traktującym o mało przyjemnym aspekcie życia szpiega:

„Jednego dnia jesteś głową rodziny

A następnego robisz wszystko, co potrafi zabójca

Strzał między oczy z bliskiej odległości

Bo przecież przynależysz do swojego świata pełnego szpiegów”.

Muzycznie nagranie zachwyca, oprócz ciekawych melodii zagranych na klawiszach i gitarze, warstwą wokalną w wykonaniu Dawida Lewandowskiego. Jego głos jest w jednym miejscu liryczny, by za chwilę przejść w drapieżne rejony, a w końcówce wokalista wręcz krzyczy do mikrofonu słowa ostatniej zwrotki:

„Śledziłem cię i obserwowałem

Przejrzałem twój plan

To koniec! Złapałem cię

Zostałeś zneutralizowany!”.

Dotychczasowe próby zdobycia głównej roli w filmach spełzły na niczym i bohater zaczyna popadać w depresję. W środowy wieczór idzie na kolejne przesłuchanie. Tym razem do dramatu obyczajowego „Brightness Hidden In The Dark”, który opowiada właśnie o zmaganiach z depresją:

„Mój umysł znajduje się w ciemnym pokoju

Szukając wokół odrobiny światła

Słyszę głosy, które coś mamroczą

Jednakże nie potrafię rozróżnić słów

Czasem cisza jest na wagę złota

Chociaż często doprowadza mnie do płaczu

Niech już zakończy się ten mój żywot

Utraciłem radość życia

Gdy kryjesz się

W pomroce krzyku

Gdy odpędzasz własne lęki

To jest twój czas na przezwyciężenie negatywnych uczuć

I przywrócenie siebie do życia

Nie spiesz się zbytnio, czyń to pomału

Czas uleczy złamane serce

Uwolnij swoje światło, swą jedną jedyną jasność ukrytą w ciemnościach”.

Utwór zaczyna się biciem dzwonów i pojedynczymi akordami fortepianu oraz łagodnym śpiewem. Jest to najbardziej „floydowo – Watersowe” (z okresu albumów „The Wall”, „The Final Cut” czy „Radio K.A.O.S.”) nagranie na płycie, pełne solówek gitarowych w stylu Gilmoura i z wokalem, którego barwa kojarzyć się może właśnie z głosem Watersa. Dodatkowo sporo tu gitary akustycznej i fortepianu oraz brzmień organów, a Wyrwa czaruje głębokim brzmieniem basu. W refrenie śpiew jest bardziej pełny, podniosły.

Na szczęście to był tylko chwilowy dołek. David poczuł się lepiej i w czwartek udał się na kolejne przesłuchanie, tym razem do komedii romantycznej „A Comedy Of Love”. Spotyka tu dziewczynę i zakochuje się z wzajemnością:

„Tamtego mroźnego grudnia, gdy ujrzałem twoją twarz

Zacząłem marzyć, że prześlę ci bezimienny pocałunek

Nieee! Zjawiłaś się z tym przystojnym postawnym facetem

Nieee! Gotów byłbym przysiąc, że jesteś gwiazdą filmową

Zatem zaskarbiłem sobie jego przyjaźń, żeby poczuć twoją bliskość

Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że będziesz moja i nagle

Stałem się tym kimś, kogo nazywałaś swoją walentynką

Nieee! Wciąż litowałaś się nad tamtym swoim postawnym facetem

Nieee! Tak bardzo bałem się, że utracę twoją miłość”.

Nastrój utworu zdecydowanie odbiega od swojego poprzednika. Już śmiech pojawiający się na początku piosenki sugeruje zmianę klimatu. Jest tu o wiele bardziej dynamicznie, sekcja pracuje intensywniej (Bauer używa miejscami podwójnej stopy), gitara wygrywa zdecydowane riffy, a całość ubarwiają dźwięki fletu wygenerowane na syntezatorze. W drugiej połowie nagranie robi się bardzo progresywne dzięki długiej solówce Płonki.

Sielanka nie trwa zbyt długo. Świat okazuje się nieprzewidywalny. Jednego dnia cieszymy się śpiewem ptaków, by drugiego z przerażeniem kryć się przed świstem bomb. A że, niestety, nie jest to tylko wymysł twórców filmowych przekonali się o tym nasi sąsiedzi w poranek 24 lutego… David stara się o rolę w filmie o wszystko mówiącym tytule „The Sounds Of War”. W atmosferę wprowadzają nas odgłosy nadlatujących śmigłowców i złowrogi dźwięk klawiszy puszczony wspak plus ostry riff gitarowy i marszowy rytm. Śpiew jest mocniejszy a dodatkowe smaczki wprowadzają syntezatorowe skrzypce i kobzy.

„Jesteśmy gotowi na walkę

Z wrogami w strefie wojny

Gotowi by zginąć za wyzwolenie tej ziemi

Nie czas na rozpacz, jutro zwyciężymy

Po to, aby w końcu przywrócić sprawiedliwość

Musimy przetrwać jako synowie tego narodu

Bo jesteśmy silni i nadal żyjemy

Poświęcenie i oddanie

W chwili, gdy słyszymy jedynie dźwięki wojny

Już dość!”.

Jest tu też miejsce na wyciszenie, w którym tło wypełnia werbel i pianino elektryczne.

I nagle bębny wojny cichną

I nagle nie ma już żadnej bitwy

Znów śpiewają ptaki i słychać śmiech dzieci

To był jakiś zły sen

Więc obudź się proszę

Poczuj zapach wiosny…”

Po tym fragmencie przychodzi jeszcze czas na kolejny popis Płonki skąpany w dźwiękach organów. Kiedyś wojna się skończy…

Lecz póki co trwa i przynosi cierpienie. To temat szóstego filmu, „Memories In Tears”, który jest epickim melodramatem o rozłące z ukochanymi i przetrwaniu w trudnych czasach. To pieśń smutku, ale i nadziei na połączenie z bliskimi i na lepsze jutro. Rozpoczyna ją dźwięk pianina na tle padającego deszczu, dołączają syntezatorowe skrzypce i pojedyncze uderzenia w struny gitary, które przechodzą w majestatyczne intro. Śpiew jest delikatny:

„Niech czas nie rozwiewa wciąż mojej nadziei

Wobec tej jedynej, którą kocham bezustannie

Od momentu, kiedy poznaliśmy się w szkole

Tu jest moja ojczyzna, za którą muszę walczyć

Podczas gdy dziewczyna przebywa daleko stąd

Opiekując się naszym dzieckiem”

Wokal nasila się w miarę zbliżania się do refrenu:

„Pewnego dnia odbudujemy nasz mały domek na wzgórzach

Pewnego dnia!

Pewnego dnia ty, najdroższa, przywieziesz tu naszą córkę

Pewnego dnia!

Pewnego dnia, jak niegdyś, wszyscy będziemy bezpieczni i wolni

Pewnego dnia!

Pewnego dnia nie będą już do mnie powracały wspomnienia przez łzy”.

Po nim przychodzi pora na filmowe solo Kramarskiego. Po drugim refrenie otrzymujemy fragment, w którym rządzi werbel wraz z tnącą przestrzeń gitarą spowitą orkiestrowym tłem. Śpiew staje się dużo ostrzejszy, a w tekście zamieszczono cytat z Carla von Clausewitza, który był wymieniony w tekście utworu „Invisible Superhero” (”czas między dwoma wojnami nazywa się pokojem”):

„Śmierć zbiera obfite żniwo

Kto więc ustalił tę głupią regułę, że w miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone?

Czy w ogóle was to obchodzi?

Czas między dwiema wojnami nazywa się pokojem

Wciskajcie ten kit komuś innemu

Proszę, oszczędźcie sobie słów albo zacznijcie gadać w próżnię!

Po prostu nie mówcie,

Nie zmieni to toku mojego myślenia

Popełniliście wielki błąd

Zrozumiecie to pewnego dnia

Pewnego dnia…”.

Jeszcze kolejne solo Płonki przy mocnej pracy sekcji, po którym następuje wyciszenie i padają po raz ostatni słowa „pewnego dnia…”.

A co jeśli wojny lub katastrofa ekologiczna doprowadzi do końca świata? Gdzie resztki ludzkości znajdą schronienie? Tak dochodzimy do ostatniego, niedzielnego, castingu, tym razem do filmu z gatunku science–fiction zatytułowanego „Second Earth”. Opowiada on o podróży ocalałych po zniszczeniu naszej planety w kierunku gwiazdy Dabih (ß-Cap) w Gwiazdozbiorze Koziorożca w celu znalezienia drugiej Ziemi:

„Wspomnienia, ubolewania i ruiny

Oto co pozostawiliśmy za sobą

Byliśmy rakiem na tkance naszej planety

Musimy polecieć ku nowej Ziemi

Odnaleźliśmy swój cel podróży

Kolejny zielono-błękitny świat

Dla naszych przyszłych pokoleń

Oznacza on po prostu drugą Ziemię

Dość już zaśmiecania,

Dość zanieczyszczeń

Nie będzie niczego, co mogłoby zabić lub zaszkodzić

Jesteśmy dziećmi kosmosu z gotowymi rozwiązaniami

Kierujemy się na gwiazdę Dabih”.

O ile wcześniejsze filmy opisywały pośrednio życie Davida, tak ten to efekt jego wyobraźni i szukania odpowiedzi na pytania: „Wojna się kończy, ale doprowadziła naszą planetę do ruiny i co dalej? Czy uda się rozpocząć życie na innej planecie?”. Na początku słyszymy odliczanie do startu rakiety, po którym wchodzi fortepian i delikatny śpiew Lewandowskiego. To najbardziej wyciszony fragment płyty, pełen zadumy nad przyszłością ludzkości. W podkładzie słyszymy wyłącznie różne instrumenty klawiszowe, a gdzieś w środku w tle słychać zsamplowany głos mówiący „Obawiam się, że to koniec gry”. I ponownie na sam koniec: „Gra skończona”. Jeszcze tylko, tak jak na początku utworu „Invisible Superhero”, słyszymy dźwięk taśmy filmowej i opowieść się kończy.

Jak wspomniałem, całość uzupełniają dwa utwory, które pełnią rolę podkładu dla napisów początkowych i końcowych. Są to dwie, pełne patosu, klawiszowo–gitarowe kompozycje, będącymi popisem Kramarskiego i Płonki. Pierwsza z nich („Tales From Imaginary Movies (The Opening Credits)”) jest instrumentalna, natomiast w drugiej („Tales From Imaginary Movies (The End Credits)”) słychać Dawida wyśpiewującego tytuł płyty. Dodatkowo drugie nagranie kończy się dokładnie tym samym dźwiękiem, jakim zaczyna się pierwsze, spinając płytę klamrą. To, w połączeniu z brakiem przerw pomiędzy poszczególnymi utworami, sprawia wrażenie obcowania z jedną 49-minutową suitą będącą właśnie ścieżką dźwiękową do filmu o życiu Davida L. Sundersa i świecie, w którym przyszło żyć, nie tylko jemu, ale także nam. Zapewne wielu z nas zadaje sobie podobne pytania: dokąd zmierzamy? czy ludzkość przetrwa jeśli nic nie zmienimy?

Ta spójność podkreślona jest obrazem na okładce, którą namalował Marek Szczesny (przypomnę, jest on także autorem szaty graficznej do płyt „The Sin” Millenium oraz „My World Is Ending” Framauro). Widzimy na niej postać szpiega („A World Full Of Spies”), a wpatrując się w jego płaszcz można odkryć ilustracje poszczególnych utworów, które potem zostały także wykorzystane w książeczce z tekstami zarówno w języku angielskim, jak i polskim. Nie będę zabierał słuchaczom zabawy w wyszukiwaniu odpowiednich fragmentów obrazu i przypisywanie ich do konkretnych utworów, wspomnę jedynie, że na środku postaci widzimy Ziemię, ale popękana struktura obrazu powoduje, że sprawia ona wrażenie wyniszczonej, niepewnej swojej przyszłości. Teraz wypada poczekać na wersję winylową wydawnictwa, która zapowiedziana jest na przyszły rok. Tam będzie można podziwiać obraz Szczesnego w większym wymiarze.

Nowa propozycja krakowskiej formacji, mimo że utrzymana w znanym z poprzednich propozycji neoprogresywnym stylu, potrafi zaskakiwać. Przede wszystkim dużo więcej jest tu gitary. Pewnie ma to związek z faktem, że Piotr Płonka założył swoje domowe studio i w jego ciszy, bez zbędnego pośpiechu, opracowywał partie swego instrumentu, co zaowocowało największą ilością solówek w dotychczasowej dyskografii zespołu. Ale największą zmianą jest warstwa wokalna. Dawid Lewandowski w naturalny sposób wniósł powiew świeżości do nagrań Millenium. Jego śpiew jest niezwykle emocjonalny, ponadto jest on obdarzony ciekawą barwą głosu. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że „Tales From Imaginery Movies” jest najlepiej zaśpiewanym przez niego materiałem ze wszystkich dotychczasowych płyt z jego udziałem. Trzeba przyznać, że Millenium ma szczęście do świetnych wokalistów. Zarówno Łukasz Gałęziowski i Marek Smelkowski, jak i Dawid Lewandowski to obdarzeni wspaniałymi głosami artyści. Każdy z nich jest wyjątkowy, z inną barwą głosu, ale wszyscy rewelacyjnie sprawdzają się w repertuarze stworzonym przez Kramarskiego. A ten skomponował niesamowicie wciągający materiał oraz zaproponował, wraz z Zabierzewskim, interesujący koncept, po raz kolejny tworząc bardzo udaną progrockową płytę, co niejako można było zakładać w ciemno, znając jego dotychczasową twórczość. Dodatkowo, jak zawsze, zaprezentował swoje charakterystyczne brzmienia instrumentów klawiszowych, choć tu może oddał nieco pola Płonce jeśli chodzi o solowe partie, oraz nagrał ścieżki gitary akustycznej. A jeśli dodamy do tego świetną współpracę sekcji rytmicznej Wyrwa – Bauer, to otrzymamy kolejne nader udane wydawnictwo z nazwą Millenium na okładce. Nie ukrywam, że na mojej prywatnej liście ulubionych tegorocznych płyt „Tales From Imaginery Movies” znajdzie się zapewne w ścisłej czołówce.

Dodam, że za wspaniałe brzmienie płyty odpowiadają Kramarski (jako producent i autor miksów pierwszego i ostatniego utworu) oraz Kamil Konieczniak, który zmiksował wszystkie ścieżki z zasadniczą opowieścią. Album został wydany w digipacku, oczywiście przez Lynx Music, a jak wspomniałem, na przyszły rok przewidziana jest edycja na czarnym krążku.

A jak nowa odsłona Millenium zaprezentuje się na żywo? Na polskie koncerty zespołu będziemy musieli poczekać do przyszłego roku. Ale wcześniej, bo już 22 października, uczestnicy VIII edycji francuskiego festiwalu „Prog En Bauce” będą świadkami debiutu Dawida Lewandowskiego w roli frontmana zespołu. Millenium będzie dzieliło scenę z grupami AmartiA (Francja), Overhead (Finlandia) i gwiazdą wieczoru, którą będzie brytyjska Arena.

MLWZ album na 15-lecie